Serce i rozum

Błażej Sarzalski        26 czerwca 2012        Komentarze (12)

Z początkiem czerwca wysłałem do jednego z sądów wniosek o rejestrację spółki z o.o. w tradycyjnej, papierowej i jednookienkowej formie. Sprawdzałem go kilkakrotnie, jak to zwykle mam w zwyczaju. Stąd zdziwiłem się, kiedy dostałem telefoniczną informację z sądu, że z wnioskiem coś jest nie tak, tym bardziej, że z wcześniejszych rozmów telefonicznych wiedziałem, że poszedł już do „fizycznego” wpisania do rejestru.

Udałem się jednak do sądu rejestrowego (nawiasem mówiąc, znaleźć w Katowicach parking w okolicach Wydziału Gospodarczego KRS o godzinie 12:00 graniczy z niemożliwością!), aby dowiedzieć się co się stało. Gdy ujrzałem akta zrozumiałem…

Referendarz sądowy wydał postanowienie wzywające mnie do uzupełnienia braków wniosku poprzez przedstawienie zaprotokołowanej notarialnie, jednomyślnej uchwały wspólników o zmianie firmy spółki, z uwagi na to, że podmiot o tej samej firmie figuruje już w rejestrze. Za podstawę prawną sąd przyjął tutaj przepis art. 43[3] Kodeksu cywilnego.

Zerknij proszę na przepis:

Firma przedsiębiorcy powinna się odróżniać dostatecznie od firm innych przedsiębiorców prowadzących działalność na tym samym rynku.

Problem w tym, że zawsze przed procedurą rejestracji spółki (jak rejestruję spółki z o.o.?) sprawdzam czy dana nazwa nie jest już zajęta przez innego przedsiębiorcę na obszarze, na którym spółka zamierza działać i jednocześnie sprawdzam, czy przedmiot działalności tych spółek pokrywa się ze sobą. Sprawdzam więc czy mamy do czynienia z „tym samym rynkiem” pod względem terytorialnym oraz przedmiotowym, co nawiązuje zresztą do raczej w pełni akceptowanych poglądów doktryny prawniczej.

Test ten zastosowałem oczywiście do tej samej spółki i wyszło mi, że rzeczywiście, jest w rejestrze przedsiębiorców od niedawna wpisany podmiot o tej samej nazwie, niemniej w województwie mazowieckim, a jego działalność diametralnie różni się, od zakładanej działalności mojego klienta.

Inne województwo, inny target, inny produkt… naprawdę stosujemy tutaj art. 43[3] Kodeksu cywilnego?

A może po prostu mamy do czynienia z pewnego rodzaju wygodnictwem sądowym, pewnym automatyzmem (którego pewnie nie da się uniknąć w toku rozpoznawania wniosków rejestrowych), które nakazuje nam, za każdym razem, gdy „system wyrzuca protokół niezgodności” wydawać takie postanowienia, bez wgłębianie się w meritum sprawy? Nie trzeba zresztą wgłębiać się bardzo, bo marketing internetowy różni się od sprzedaży paliw…

W tej sytuacji mam dwie opcje – albo zaskarżam postanowienie referendarza, które zapadnie w wyniku niewykonania wezwania i wydłużam postępowanie, przeznaczam na ten cel pieniądze, albo udaję się posłusznie do notariusza, który „po prośbie” zrobi mi uchwałę za promocyjną cenę. Serce podpowiada, żeby walczyć, rozum, aby dać sobie siana…

{ 12 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

dr Dariusz Bucior | Umowa-agencyjna.pl Czerwiec 26, 2012 o 13:46

Klasyczny dylemat prawnika… :)

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Czerwiec 26, 2012 o 13:47

Liczyłem na bardziej wspierające głosy :) Ale fakt, dylemat klasyczny…

Odpowiedz

dr Dariusz Bucior | Umowa-agencyjna.pl Czerwiec 26, 2012 o 13:50

Jeżeli klient nie gustuje w długotrwałym rozwiązywaniu ciekawych problemów prawnych, to oczywiście – Rozum :)

Odpowiedz

Lech Czerwiec 26, 2012 o 15:01

A gdybyś zarejestrował tą spółkę „na innym rynku i w innej branży”, a potem spółka by zmieniła rynek i branżę na tożsamą z „bliźniakiem”, to co? Ktoś to wówczas kontroluje?

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Czerwiec 26, 2012 o 15:05

Liczy się stan na teraz, a nie hipotetyczna przyszłość Lechu :) W sytuacji naruszenia prawa do firmy to przede wszystkim podmiot, którego prawa naruszono powinien działać, a w tej sytuacji nie było żadnej przesłanki dla przyjęcia, że mamy do czynienia z nieuprawnioną konfuzją. Co zabawne, w woj. śląskim, na terenie działania tegoż samego sądu rejestrowego można się spotkać z wieloma spółkami o tych samych nazwach, jednakże w różnych miejscowościach… Klasyczne ujęcie jeszcze z czasów Kodeksu handlowego mówiło, że w tej samej miejscowości nie powinno być takich samych firm i niestety, ale w zależności od tego, na jakiego referendarza się trafi, mamy niestety do czynienia z ruletką…

Odpowiedz

Czukcz Czerwiec 26, 2012 o 15:44

Czyli sąd rejestrowy bez szemrania powinien zarejestrować spółkę o firmie PKN Orlen sp. z o.o. z siedzibą w Zamościu i zajmującą się obróbką drewna?

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Czerwiec 26, 2012 o 15:58

Szanowny Czukczu – zdaje mi się, że masz pewne obycie prawnicze, więc oceniam, że pytaniem prowokujesz :) Tak więc, odpowiedź jest następująca – nie, powinien zbadać, czy wnioskodawca przez takie a nie inne ukształtowanie firmy nie narusza prawa do firmy innego przedsiębiorcy, ale nie powinien automatycznie przekreślać rejestracji takiej spółki na podstawie tego, że na „sali wpisów” wyszedł „protokół niezgodności” :) Niech nawet odwołuje się do innych kryteriów niż terytorialne i przedmiotowe, np. do siły odróżniającej albo renomy firmy jako pomocniczych kryteriów – tylko niech robi to z głową, a nie automatycznie. Mój przykład to rejestracja spółki o bardzo pospolitym słowie, analogicznym do np. SUBIEKT Sp. z o.o. (trzy takie spółki w Polsce).

Odpowiedz

Czukcz Czerwiec 26, 2012 o 15:49

Aha, jeszcze odnośnie klasycznego ujęcia z kh. Wzięło się ono z powodów bardzo prozaicznych. Przed wojną rejestr handlowy prowadziły sądy okręgowe. Siłą rzeczy nie miały wglądu w rejestry z sąsiednich okręgów. To samo było na poziomie sądów rejonowych po 1988 r. Pierwszą ogólnodostępną bazą o charakterze krajowym był dopiero KRS.

Odpowiedz

Paweł Judek | blog o prawie transportowym Czerwiec 26, 2012 o 18:14

Jako czołowy pieniacz nakłaniający klientów do składania skarg konstytucyjnym oczywiście odpowiem – WALCZ! Jak wszyscy będą tulić uszy po sobie, to referendarze nigdy się nie nauczą. A po jednej zmianie decyzji z pewnością zapamiętają lekcję :)

Swoją drogą to i tak pewien postęp. Zwykle kwestia firmy w ogóle nie zaprząta uwagi KRS. Ile to ja już widziałem prawniczych spółek jawnych czy komandytowych z dwoma wspólnikami o nazwie Kowalski i Partnerzy.

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Czerwiec 27, 2012 o 06:03

@Paweł: A pisałem już tutaj, że akurat w katowickim KRSie takie sytuacje się zdarzają :) Niemniej jak przypuszczam wynikają one niestety z tego automatyzmu, pod tytułem: „system pokazał niezgodność”, niż z autentycznego stosowania w całej rozciągłości prawa firmowego.

A co do prawniczych spółek to pracowałem kiedyś w spółce „i Partnerzy”, gdzie był jeden partner, ale tak sobie myślę, że wynika to z jakiegoś lęku adwokatów/radców prawnych przed używaniem liczby pojedynczej. Jak Wam brzmi „Kowalski i Partner”? :)

Odpowiedz

Karol Sienkiewicz Lipiec 1, 2012 o 13:36

Błażej, walcz, masz szanse wykazania, że art. 43 nie został naruszony. Przepis mówi o „rynku” a nie w ogóle o firmie. Jednak nie będzie łatwo a rejestracja przedłuży się o kilka miesięcy.
A Kowalski i partnerzy jest OK, bo zakłada rozwój spółki. Kowalski i partner to niemal jak opisanie związku pozamałżeńskiego :)

Odpowiedz

Paweł Judek |. Blog o prawie transportowym Lipiec 1, 2012 o 13:42

@ Karol
Problemem jest przede wszystkim to, że ci wszyscy partnerzy występują w spółkach nie partnerskich.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: