Wojny polsko – polskie w spółkach z o.o.

Błażej Sarzalski        17 lipca 2012        12 komentarzy

Powiem Wam co mnie wkurza. Wkurza mnie gdy człowiek człowiekowi jest wilkiem. Wkurza mnie też, że wspólnik mniejszościowy w spółce z o.o. może być traktowany jak nic nie znaczący owad, którego można się pozbyć, ale najlepiej zostawić w spokoju. Niech bzyczy, bo i tak nie ma żądła.

Otóż bowiem zgodnie z przepisami Kodeksu spółek handlowych, wspólnik mniejszościowy, dysponujący nawet takimi, wydawałoby się znaczącymi, ilościami udziałów jak 20-30% może być w spółce absolutnie nikim. Małą, nic nie znaczącą muszką owocową, zamiast potężnym trutniem. Przepisy dotyczące roli wspólników w spółce z o.o. nie zabezpieczają w należyty sposób praw udziałowców mniejszościowych.

Skąd taki wniosek? Z praktyki i doświadczenia zawodowego oczywiście. Wojny spółkowe to nie tylko wojny interesów, ale także często emocji, częstokroć przyprawione szczyptą rodzinnych dramatów, wobec których nawet najlepsze regulacje prawne wymiękają.

Otóż wyobraźmy sobie, że każdemu wspólnikowi przysługuje indywidualne prawo kontroli, które może zrealizować w każdym czasie, poprzez przeglądanie ksiąg i dokumentów spółki. Tyle przepisy. W praktyce jednak, jeżeli zarząd się zaweźmie, a jednocześnie ma za sobą większość udziałowców, to prawo to jest nie do wyegzekwowania, szczególnie że procedura jest taka:

1) zarząd odmawia wykonania tego prawa (ba, żeby tylko odmówił, często zdarza się, że pod jakąś przykrywką odpisze, że ależ owszem, nie odmawia,  ale musi wyjaśnić jakieś istotne fakty, sprawdzić czy wykonanie prawa kontroli nie zagraża spółce i jej interesom, a na końcu okaże się, że teraz się nie da bo to urlop, bo to delegacja…)

2) okej, wspólnik poszedł, faktycznie mu odmówiono, zwraca się więc do zgromadzenia wspólników celem podjęcia przez ten organ decyzji o upoważnieniu go do kontroli (w tym momencie oczywiście zarząd dostaje premie, jeździ spółkowymi samochodami i w inny kreatywny sposób czerpie korzyści ze spółki) i co się okazuje? W 90% przypadków jego wniosek jest ignorowany, w pozostałych 10% jest przegłosowywany, co prowadzi nas do kolejnego kroku,

3) wspólnik zwraca się do sądu o upoważnienie go do wykonania prawa indywidualnej kontroli – sąd go upoważnia i… okazuje się, że w międzyczasie nie ma czego kontrolować, a jeżeli jest to i tak jest za późno na jakiekolwiek sensowne działanie, a to i tak przy założeniu, że zarząd dalej nie będzie utrudniał kontroli, przecież nie ma przepisów, które w jakiś rozsądny sposób mogłyby taki nieprzychylny zarząd zdyscyplinować.

Co pozostaje wspólnikowi? Siedzieć cicho i liczyć, że chociaż dostanie dywidendę, uszczuploną o wcześniejsze premie i apanaże zarządu? Wspólnik nie ma żadnego realnego narzędzia opuszczenia spółki – owszem, większość wspólników może żądać jego wyłączenia, ale jeżeli wartość bilansowa udziałów jest znaczna to nikt nie będzie sobie tym głowy zawracał, skoro i tak ten wspólnik nic nie może 🙂 Wspólnik sam nie może złożyć wniosku o wyłączenie siebie… co prawda może negocjować, może składać oferty, nic to zwykle nie daje.

W dodatku w międzyczasie, dla zamydlenia obrazu sprawy, zarząd wyśle parę pism wyrażających obawę co do tego, czy wspólnik nie prowadzi działalności konkurencyjnej i czy nie działa na niekorzyść spółki…

Co zostaje? Pozew wspólnika o rozwiązanie spółki. I tutaj nagle okazuje się, że bzycząca mucha, która chętnie oddałaby swoje udziały i dała sobie spokój, ma w ręce armatę, która znowu jest często nieproporcjonalna do sytuacji. Po co rozwiązywać dobrze działającą spółkę, skoro można by po prostu pozbyć się jednego ze wspólników na zasadach rynkowych, a reszta niech żyje w pokoju i się dalej bogaci?

To znacząca wada spółki z o.o. – w domyślnej konfiguracji (a taka jest najczęstsza), nie daje ona należytych gwarancji wspólnikom mniejszościowym. Jak można z tego wybrnąć? Oczywiście są sposoby, co najmniej dwa: przyznanie mniejszościowym wspólnikom w umowie spółki pewnych przywilejów (np. na wzór spółki akcyjnej – prawa odkupu przymusowego), wysokiego kworum na zgromadzeniu wspólników bądź sporządzenie dobrej umowy wspólników.

O dopuszczalności stosowania regulacji odkupu przeniesionej ze spółki akcyjnej na z o.o. opowiem jednak innym razem 🙂

{ 12 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Robert Ratajczak | Prawo Autorskie Lipiec 17, 2012 o 21:36

Błażej,

uwielbiam Twój styl pisania,
owady, muszki owocowe, trutnie i armaty a wszystko we wpisie o spółkach zoo 🙂

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Lipiec 17, 2012 o 21:54

Dzięki serdeczne Robercie 🙂 Wychodzę z założenia, że metafora, nawet drobna, omija ludzką niechęć do czytania o martwych przepisach 🙂

A skoro o owadach mowa – kiedyś zadzwoniła do mnie pani z miesięcznika „Pasieka”, zachwycona moim tekstem o roju pszczół 🙂 http://pasieka24.pl/wszystkie-nr-pasieki/57-pasieka-62011/547-przepisy-roj-pszczol.html – mam gdzieś ten numer, w którym to opublikowali 🙂 Było mi niezmiernie miło.

Odpowiedz

Paweł Judek | blog o prawie transportowym Lipiec 18, 2012 o 12:44

Widzę Błażej, że i u Ciebie wyskakujące okienka 🙁

A co do meritum uważam, że trochę dramatyzujesz (choć rozumiem potrzebę takiego sformułowania wpisu) 🙂 Okres oczekiwania na wykonanie prawa kontroli wcale nie jest taki długi. Możliwy jest przecież następujący scenariusz – zgłoszenie żądania udostępnienia dokumentów. Brak reakcji albo odmowa z jakiegokolwiek powodu (delegacja, choroba, wakacje itp.) następnego dnia żądanie podjęcia uchwały przez wspólników. Czekamy 30 dni i kierujemy sprawę do sądu. Sądowi wydanie stosownego rozstrzygnięcia z reguły nie zajmuje zbyt wiele czasu. Zarząd nie chce realizować orzeczenia – wszczynamy postępowanie egzekucyjne i grzywny w celu przymuszenia. Oczywiście, że to trochę trwa, ale te kilka miesięcy oczekiwania to nie to samo co brak jakichkolwiek możliwości działania. A jak się jakieś nieprawidłowości znajdą to wspólnik zawsze może później wystąpić z powództwem w imieniu spółki, zawiadomić prokuraturę itp. A jeśli wspólnikom przyjdzie do głowy po kilku takich akcjach wyłączyć indywidualne prawo kontroli i powołać radę nadzorczą, to zawsze można taką uchwałę zaskarżyć jako sprzeczną z dobrymi obyczajami i zmierzającą do pokrzywdzenia wspólnika. A jeśli taki zapis już jest w spółce – to już ryzyko wspólnika, że w ogóle do niej przystępuje.

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Lipiec 18, 2012 o 22:01

Paweł, wyskakujące okienko będzie się pokazywało tylko raz, chyba że nie pozwalasz stronom na pobieranie ciasteczek.

A co do meritum: ja tylko ilustruję wyżej jedną stronę tej zabawy, bo doświadczenie uczy, że są jeszcze inne sposoby na uprzykrzanie życia mniejszościowemu wspólnikowi i nie mówię tu tylko o permanentnym przegłosowywaniu go (nie będę ludziom podsuwał scenariuszy i pomysłów).

Zauważ też, że przez te trzy-cztery miesiące oczekiwania na egzekucję wyroku wiele nieprawidłowości można zamieść pod dywan 🙂

Odpowiedz

Paweł Judek | blog o prawie transportowym Lipiec 18, 2012 o 22:24

Zamieść pod dywan to można w ciągu tygodnia, więc żadne uprawnienia na to nigdy nie pomogą. Poza tym trzeba pamiętać o tym, że spółka z o.o. to pełna księgowość, rachunki trzeba trzymać 5 lat, a deklaracje VAT są na bieżąco składane. Nie tak łatwo ukryć się przed dociekliwym rewidentem. Oczywiście, że nie jest to zwykle łatwe, jeśli zarząd stawia opór, ale nikt chyba będąc mniejszościowym wspólnikiem w sporze z zarządem nie zakłada, że będzie łatwo. Nie zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem, że mniejszościowy wspólnik nie ma w praktyce żadnych środków na działanie.

Odpowiedz

Margerita Grudzień 20, 2012 o 15:34

Panie mecenasie, po paru miesiącach oczekiwań na decyzje Sądu, w szczególności w Warszawie wspólnikowi mniejszościowemu odechciewa się wszystkiego. Opłaty skarbowe wnoszone przy próbie unieważnienia uchwał (2 tys. za każdą) zżerają cały dochód rodziny i tak już uszczuplony, ponieważ wspólnik mniejszościowy został pozbawiony co najmniej dywidendy. Nie wspominam o innych dochodach chociażby z tytułu sprawowania zarządu, otrzymywane w czasie, kiedy wspólnik był członkiem a między wspólnikami panowała zgoda. Co do rozwiązania spółki: spółka działa, zarabia, zatrudnia 10 osób. Który Sąd ją rozwiąże?

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Grudzień 21, 2012 o 09:18

@Margerita: Rozumiem, że sytuacja jest taka a nie inna, ale celem gospodarczym spółki jest przynoszenie zysku wspólnikom, jak nie przynosi, to cel ten jest przekreślony i można upatrywać w tym przesłanki rozwiązania tej spółki. Inna sprawa, to fakt, że mamy w Polsce bardzo mało wyroków w tym temacie.

Odpowiedz

kuba Maj 29, 2014 o 06:12

Panowie moja sprawa o wyłaczenie wspolnika trwa 7 lat.postanowienie egzekucyjne kontroli dok zawieszona mimo grzywien [takie prawo przy wyłaczeniu]w miedz czasie spolka sie zadłuża i zaskarza wyceny biegłych,Zarzad niszczy dokumentacje spolki objeta egzekucją [300zł grzywna za spalenie.polskie prawo handlowe to porażka.

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Maj 29, 2014 o 16:54

@Kuba: Ma Pan rację, że instytucje zmierzające do ochrony praw wspólników w spółce są dalece nieefektywne i wymagające nowelizacji – jednak, co bardziej istotne, konieczne jest usprawnienie wymiaru sprawiedliwości jako takiego, bo najlepsze przepisy nic nie zmieniają, jeżeli nie ma odpowiednich rozwiązań organizacyjnych, proceduralnych oraz osobowych.

Odpowiedz

Paweł Judek | blog o prawie transportowym Maj 29, 2014 o 17:10

We wtorek byłem na rozprawie apelacyjnej. Sprawa dotyczy zniesienia współwłasności nieruchomości – współwłaścicieli tylko 3 więc to nie problem z doręczeniami. Wszczęta w 1992 r., prawomocnie zakończona w 2004 r., wznowiona w 2007 r., zakończona w pierwszej instancji po wznowieniu w 2014 r. – tyle w temacie sprawnego wymiaru sprawiedliwości…

Odpowiedz

Kamil Czerwiec 22, 2015 o 19:48

Opisał Pan Moja sytuacje mniejszosciowego wspolnika w sp.zo.o. Mnie 8 lat probuja za cene zakupu udziałow wystawic ..120 spraw i zażaleń konca brak..Walcze dalej.

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Czerwiec 23, 2015 o 14:28

Życzę wytrwałości i dobrych prawników!

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: