Odpowiedzialność członka zarządu spółki z o.o. i nie tylko

Błażej Sarzalski        03 marca 2015        8 komentarzy

[EDYCJA 11.08.2015 r. – blog został usunięty, ale wpis o mojej ekscytacji 🙂 zostawiam dla potomności, więcej szczegółów tutaj]

Słuchajcie…

Jestem bardzo podekscytowany. Nie dlatego, że siedzę właśnie w Sądzie Okręgowym w Płocku, czekając na rozprawę, bo w tym akurat nic ekscytującego nie ma. To coś innego. Dzisiaj powoli ziszczają się moje marzenia.

Wiem, dla niektórych może to brzmieć górnolotnie, ale przecież każdy z nas o czymś marzy, w kontekście zawodowym, rodzinnym, społecznym. Każdy stawia sobie jakieś cele. Moim celem jest uczynienie mojej kancelarii jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek prawniczych w kraju, gdy idzie o problematykę spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz obsługę prawną spółek, ale celu tego nie mogę osiągnąć sam – potrzebuję grupy ludzi, którzy będą podzielać moją wizję i spojrzenie na rzeczywistość, nie tylko prawną. I chcę dawać szansę takim ludziom, szansę na godziwy zarobek i zbudowanie własnej pozycji zawodowej.

Przedstawiam zatem Wam Klaudię Jakubiec, góralkę z krwi i kości, która od dzisiaj będzie snuć Wam historie o odpowiedzialności członków zarządu spółki z o.o., ale nie tylko, gdyż Klaudia to także specjalistka prawa upadłościowego i gospodarczego. Klaudia jest autorką bloga prowadzonego pod egidą mojej kancelarii (jednak ma ona zupełną swobodę wypowiedzi, a Wy macie pełną swobodę kontaktu z nią osobiście) pod tytułem: Odpowiedzialność Prezesa.

Oto co Klaudia pisze w swoim pierwszym wpisie blogowym:

Słowo Prezes wymawiamy z należytym szacunkiem, graniczącym z pietyzmem. Prezes to nowy synonim prestiżu. Gdy mówimy Zarząd, na myśl przychodzą nam w pierwszej kolejności niebotyczne wynagrodzenia, w których zliczenie ilości zer wymaga skupienia i przesuwania palcem po ekranie monitora (w starszych wersjach- po kartce), byleby nie dopuścić do pomyłki. Bycie w zarządzie to gabinet na ostatnim piętrze, podróże służbowe i najlepsze hotele. To asystent, dzięki któremu hasło „stoliczku nakryj się” (poddane oczywiście pewnym modyfikacjom), przybiera zgoła nie bajkowego charakteru, objawiającego się w postaci kawy na życzenie, czy też sterty nikomu  niepotrzebnych raportów sporządzonych w terminie „na wczoraj”, pojawiających się nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, których lektura ma pomóc w zabiciu czasu, którego owy prezes ma aż nadto. Ostatecznie można pokusić się o stwierdzenie, że to nie praca, a hobby nie wymagające większego wysiłku.

Czy jest więc na sali osoba, która odmówiłaby objęcia tak zaszczytnej funkcji? Zapewne nie. Czy zmienicie jednak zdanie jeśli powiem Wam, że członek zarządu spółki z o. o. odpowiada za zobowiązania reprezentowanej przez siebie spółki całym swoim majątkiem, w przypadku niedochowania dwutygodniowego terminu do złożenia wniosku o ogłoszenie jej upadłości? Wyobraźcie sobie sytuację, gdy oszczędności Waszego życia, Wasza willa z basenem, ulubiony Aston Martin i przetwory na zimę zostają zajęte przez Komornika, tylko dlatego, że pewien biegły w swojej opinii stwierdził uchybienie temu jakże krótkiemu terminowi. Szokujące? To dopiero początek!

Może i początek, ale z przytupem 🙂

P.S. Pamiętajcie też o blogu dotyczącym Rejestracji spółek w stanie Delaware.

{ 8 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Tymoteusz Marzec 3, 2015 o 14:48

Jak już wspomniał Pan, Panie Błażeju o „markach” to technika dzielenia wiedzy z jednego tematu na kilka różnych blogów akurat bardziej pasuje do rozmywania marki niż do jej budowania.

Przykład… nie wiedziałem, że prowadzi Pan również blog na temat LLC w Delaware mimo, że subskrybuję blog na temat rejestracji zoo już chyba od dwóch lat. Jakby wpisy o LLC pojawiały się tutaj to już dawno był je czytał i pewnie moje odczucie marki samej kancelarii byłoby głębsze.

Tak samo mają pewnie wszyscy, którzy wpadają tu z przypadku i mogą być bardziej zainteresowani LLC niż zoo.

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Marzec 3, 2015 o 19:05

Dzięki za komentarz!

Rozczłonkowanie na poszczególne blogi właśnie służy temu, aby nie wpadały tutaj osoby zainteresowane LLC, tylko spółkami z o.o. i ich rejestracją. Niektóre z tematów, które tutaj poruszałem wymykały się tematowi przewodniemu bloga, stąd w mojej ocenie konieczność dalszej specjalizacji.

Proszę mi ufać, że to przemyślana strategia, ona opiera się na tym jak zachowują się klienci w internecie.

Odpowiedz

Tymoteusz Marzec 3, 2015 o 19:33

No to nie mylmy pojęć. Albo mówimy o content marketing. czyli rąbiemy odsłon ile wlezie albo o budowaniu marki, czyli nie rozrzucamy się jak roztrząsacz obornik 🙂

Anyway, blog fajny, strategia marki… prawnicza 🙂

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Marzec 3, 2015 o 19:44

Bez sensu jest budować markę nie mając treści 🙂 To treść wpływa na markę, ostatecznie jak dostatecznie dużo osób zobaczy w sieci, że pod daną marką są dobre treści, to zacznie dobrze kojarzyć markę.

Odpowiedz

Tymoteusz Marzec 3, 2015 o 20:02

True i false na raz. Są dwa rodzaje treści. Taka, która nabije odsłon i taka, która zbuduje relację marki z jej konsumentami. Dobre treści to jedno, sposób podania drugie, a fragmentaryzacja trzecie. I pewnie jeszcze jakiś podział na cztery da się wymyślić.

Temat rzeka, ale stawianie na relację „mocna marka === ilość odsłon” to jazda na ślepym koniu.

Przykład praktyczny (lub darmowa porada, jak kto woli).

Mały Kazio chce założyć spółkę zoo. Ktoś już mu nakłamał, że nawet jak zakłada spółkę z babcią, to lepiej nie korzystać z S24 bo umowa nieprecyzyjna i takie tam. Kazio grzebie więc w internecie, żeby zebrać wszystkie informacje potrzebne mu do napisania umowy, skompletowania dokumentów, walki z KRS, itd. Kazio jest oszczędny (lub biedny, lub uważa, że prawnicy zdzierają) więc na prawnika nie wyda. Chętnie za to poczyta blog prawnika, który poopowiada mu o rejestracji spółki zoo. Kazio powalczył i zoo założył. Ogólnie jest wdzięczny prawnikowi za pomoc na blogu, a prawnik się cieszy, bo Kazio nastukał trochę odsłon.

Kazio jeszcze przez 3 miesiące subskrybował bloga, ale potem pomyślał, że oni tam tylko o rejestracji a Kazio przecież już prezes więc temat ma z głowy. Usuwa więc subskrypcję żeby śmietnika w RSS nie robić.

Po 10 latach Kazio to już Kazimierz, właściciel grupy kapitałowej i zatrudnia kancelarię, żeby mu opędzała papierki. O miłym prawniku od rejestracji zoo już dawno zapomniał. Pewnie pamiętałby, gdyby dalej bloga subskrybował ale oni tam nie chcieli dopieszczać Kazia prezesa.

Tyle via storytelling, a prawda jest taka, że Kazimierz się rozwinął a blog, któremu Kazio zawdzięczał lżejszy start został w tyle za nim. Czyli jak biedna małpka od nabijania odsłon staje się chętnym do wydania pieniędzy targetem to blog już dawno wyprosił go za drzwi.

I jak to powiedział kiedyś mój ulubiony prawnik, finito, bo każda darmowa porada ma swoje granice 🙂

Idę czytać o LLC.

Błażej Sarzalski Marzec 5, 2015 o 13:50

Tymoteusz 🙂

Piękna historia, problem tylko w tym, że historie, nawet te piękne, są niefalsyfikowalne, szczególnie, jeżeli są zmyślone. Twoje argumenty jednak przyjmuję, gdyż sam dostrzegam potrzebę pewnego follow upu moich działań z tego bloga, stąd właśnie blog pani Klaudii oraz kilka projektów, które wciąż czekają na wdrożenie.

Dzięki!

Bartłomiej Wrzesień 17, 2016 o 19:13

Szkoda że linki do stroony Klaudii nie działają….buuu

Odpowiedz

Błażej Sarzalski Wrzesień 19, 2016 o 08:41

Z panią Klaudią nie współpracujemy już, a dobrze zapowiadający się blog niestety się nie rozwinął, więc wykorzystałem jego silnik do założenia bloga dla obcokrajowców. Naprawdę szkoda, bo temat potrzebny, ale ja już fizycznie nie mam siły na to, żeby prowadzić 4 czy 5 bloga…

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: