Vesting udziałów w spółce z o.o.

Błażej Sarzalski        27 marca 2017        2 komentarze

Powiem szczerze, że nie lubię tej terminologii anglojęzycznej, która, nie wiadomo czemu, pojawia się najczęściej wtedy, gdy rozmawiam z kimś rozwijającym start-up. W tym środowisku obowiązuje pewien metajęzyk, zrozumiały tylko dla grupki wtajemniczonych. Jeżeli chcecie sprawdzić czy tak jest to zapytajcie specjalistów prawa spółek handlowych w swoich miastach np. o vesting. Jestem ciekaw czy będą wiedzieli o co chodzi, co to jest, jak to można zrobić.

Ja sam z tym pojęciem zetknąłem się w przypadku współpracy z ludźmi planującymi otworzyć amerykańską spółkę, w której część udziałów (akcji) objętych miała być przez właścicieli, część przez inwestora i harmonogram vestingu i wprowadzenie samego vestingu było wymogiem tegoż amerykańskiego inwestora.

Na czym to polega i jak to rozumieć? Słowo vesting może być przetłumaczone jako „spoczywanie”.  Vesting w ujęciu amerykańskim wygląda tak, że przy zakładaniu spółki typu akcyjnego, wyznacza się, w ramach autoryzowanego kapitału, pewną liczbę akcji, które obejmują wspólnicy-założyciele, przy jednoczesnym zapewnieniu samej spółce prawa (nazywanego też opcją) odkupu tych akcji w określonym terminie (najczęściej do kilku lat), po cenie nominalnej lub innej rzetelnej wartości, przy czym regularnie z upływem czasu (miesiąc, kwartał, inne okresy) funkcjonowania spółki, część udziałów jest uwalnianych z opcji odkupu, w taki sposób, że po upływie okresu „vestingu”, spółka nie ma już opcji (prawa) do żądania wykupienia udziałów wspólników.

Mechanizm ten służy do tego, aby zmotywować wspólników-założycieli, którzy dostarczają wiedzę i pracę własną do zaangażowania na rzecz spółki. W sytuacji, gdy nie wywiązują się oni z obowiązku świadczenia usług na rzecz spółki, bądź z obiektywnych przyczyn nie mogą tego zrobić, spółka wykonuje opcję i nabywa udziały własne.

Czy podobny mechanizm można zastosować w polskiej spółce z ograniczoną odpowiedzialnością?

Nie dosłownie ten sam, ale podobny, gdyż polskie prawo także oferuje pewne narzędzia stabilizujące skład osobowy spółki i pozwalające na odkup udziałów w sytuacji, gdyby ktoś zaprzestał wykonywania swoich obowiązków, które są zawarte w umowie.

Można do tego wykorzystać: powiązanie udziału bądź osoby wspólnika z obowiązkiem świadczenia na rzecz spółki (np. usług),  ograniczenie możliwości zbycia takiego udziału od zgody zarządu, wspólników oraz (co chyba najbardziej przypomina vesting) wprowadzenie możliwości umorzenia automatycznego udziałów, czyli takiej sytuacji, w której przy spełnieniu określonych warunków (np. zaprzestanie świadczenia usług przez wspólnika) dochodzi do umorzenia jego udziałów. Alternatywą może być tzw. umorzenie przymusowe, czyli sytuacja gdzie nie ma umorzenia z automatu, ale umowa spółki przewiduje możliwość takiego działania ze strony pozostałych wspólników.

Jak sprzedać firmę?

Błażej Sarzalski        06 marca 2017        9 komentarzy

To było chyba w 2011 lub 2012 roku, kiedy na tego bloga natrafił pewien przedsiębiorca z moich okolic. Przyszedł do mnie po to by porozmawiać o przekształceniu jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Wiedział już, że jego biznes się rozrasta, że najwyższy czas przejść na pełną księgowość, zrobić coś z firmą, aby mogła rozrastać się w bardziej stabilnej formie.

Niestety, nie potrafiłem go przekonać do tego, że przekształcenie przebiegnie w sposób na tyle gładki, że nie wpłynie to negatywnie na bieżącą działalność operacyjną jego firmy. Ostatecznie więc, rozpoczęliśmy współpracę w zupełnie innych tematach, kwestię przekształcenia jednoosobowej firmy w spółkę kapitałową zostawiając na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Jakiś czas temu jednak doszło do sytuacji, w której ów przedsiębiorca zdecydował się sprzedać swój biznes. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to pytanie:

Dlaczego nie przekształcił  się wcześniej w spółkę z o.o.? Przecież byłoby o wiele łatwiej!

Niezrażony jednak, zakasałem rękawy i udało się przygotować kwestie prawne na tyle szybko, że transakcja została przeprowadzona w formie zbycia przedsiębiorstwa na inny podmiot. Pracownicy księgowości i sam przedsiębiorca także zrobili wiele aby transakcja się udała, z perspektywy jednak pewnego czasu, jaki minął od tej transakcji, utwierdziłem się jedynie w przekonaniu, że przekształcenie jednoosobowej działalności w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością ułatwia sprzedaż biznesu.

Dlaczego? Dam Ci co najmniej trzy powody.

  1. Sprawozdawczość finansowa – prowadzenie pełnej księgowości w należyty sposób oraz systematyczne wdrożenie wszelkich wymogów z tym związanych, obiegu dokumentacji, kultury obchodzenia się z dokumentami, ułatwia obiektywne zobrazowanie sytuacji finansowej przedsiębiorstwa i może być dogodnym narzędziem zarówno dla sprzedającego, jak i kupującego, przejrzystość i łatwość uchwycenia zdarzeń gospodarczych przy pełnej księgowości powoduje, że kupujący nie ma wątpliwości co do tego co nabywa,
  2. Stopień skomplikowania prawnego – transakcja sprzedaży przedsiębiorstwa jest o wiele bardziej złożona od nabycia przez inwestora pakietu udziałów w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, trzeba opisać w umowie, w sposób w miarę szczegółowy, wszelkie składniki zbywanego przedsiębiorstwa, a co gorsza, starać się znaleźć formułę prawną, która pozwoli na uchwycenie tych składników w ruchu (przecież nie zamkniemy przedsiębiorstwa tylko dlatego, że łatwiej jest prawnikowi skonstruować umowę), a także zastanowić się, które z elementów wchodzących w skład przedsiębiorstwa nie mogą przejść na nabywcę, bo na przykład wymaga to zgody podmiotu trzeciego (banku, firmy leasingowej, wynajmujących lokale), tych problemów nie ma przy transakcji zbywania udziałów,
  3. Stopień skomplikowania organizacyjnego – przy sprzedaży przedsiębiorstwa trzeba myśleć o wszystkim, a i tak można być pewnym, że o czymś się zapomni. Nie ma sukcesji podatkowej, nie ma sukcesji numerów NIP i REGON, trzeba odpowiednio szybko zadbać o nowe kasy fiskalne aby móc prowadzić ciągłą sprzedaż, powiadomić pracowników o przejściu zakładu pracy, przepisać zbywane razem z przedsiębiorstwem pojazdy na w urzędzie komunikacji, uzyskać zgody na cesję praw od banków, firm leasingowych, rozwiązać sporne kwestie odpowiedzialności i granic odpowiedzialności za dotychczasowe zdarzenia związane z działalnością przedsiębiorstwa, przenieść domeny internetowe, licencje, serwery, dokonać cesji wielu umów… sprzedaż przedsiębiorstwa to duże wyzwanie!

Dlatego też jeżeli myślisz o tym aby sprzedać swoją firmę to czas przygotować się do takiej sprzedaży, najlepiej przekształcając się w spółkę kapitałową, warto pomyśleć zawczasu, bo gdy nadchodzi okazja biznesowa to może być już za późno.

P.S. Jeżeli interesuje Cię jak wypadł mój wyjazd na Łotwę to zapraszam na bloga Prawo do prywatności.

Podróż na Łotwę

Błażej Sarzalski        13 lutego 2017        4 komentarze

To co najbardziej lubię w swojej pracy to sytuacje, w którym odwiedzam jakieś nowe miejsca, do których pewnie w życiu bym nie pojechał, gdyby nie sprawy biznesowe. Jako typ absolutnie ciepłolubny i zafascynowany Bałkanami (o czym pisałem kiedyś na blogu) do zwiedzania i wakacyjnych wojaży wybieram zwykle ciepłe rejony Adriatyku lub Morza Egejskiego.

Tym razem jednak los, potrzeba biznesowa oraz potrzeby moich klientów rzucają mnie w zupełnie innym kierunku.

W przyszłym tygodniu wybieram się na Łotwę, celem finalizacji umowy z jednym z tamtejszych banków. Pomysły rządzących, takie jak Centralna Baza Rachunków Bankowych, a także potrzeby moich klientów związane z ochroną kapitału poza terytorium Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, a także dobra oferta łotewskich banków i otwarcie na klientów z całego świata skłoniły mnie do nawiązania współpracy z tamtejszym sektorem bankowym.

Nie zapeszając więc, bo wszystko wydaje się być przygotowane, już w najbliższym czasie, po sfinalizowaniu rozmów i kontraktów, będziemy pomagać w otwieraniu rachunków bankowych na Łotwie. W ofercie banku znajdują się konta wielowalutowe (w tym złotówkowe), karty debetowe, konta typu merchant zarówno dla spółek, jak i dla osób fizycznych.

Zasadą na Łotwie jest, że tajemnica bankowa ujawniana jest tylko na podstawie wyroku sądowego, a Łotwa buduje swoją gospodarkę w dużej mierze opierając się właśnie o sektor bankowy i wysoką jakość usług.

Trzymajcie więc kciuki, aby za niedługo móc cieszyć się możliwością zawierania umów na rachunki bankowe na terenie Łotwy bez konieczności wizyt w tym kraju. A ja w międzyczasie postaram się wrzucić parę zdjęć z pięknej Rygi.

Jaki jest realny czas rozpoczęcia działalności spółki?

Błażej Sarzalski        04 lutego 2017        6 komentarzy

Tym razem moja historia, z autopsji 🙂

Razem z moją wspólniczką, 22 listopada 2016 r. postanowiliśmy zawiązać w drodze aktu notarialnego spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Kilka dni później wysłaliśmy zgłoszenie do warszawskiego sądu rejestrowego. Spółkę zarejestrowano zaraz po świętach. Zdecydowałem się na otwarcie spółki w tzw. biurze wirtualnym. Nie potrzebuję wynajmować kolejnego lokalu w Warszawie, mija się to z tym co rozumiem pod pojęciem kosztów, a w siedzibie kancelarii niespecjalnie mam możliwość zarejestrowania spółki z o.o. zgodnie z regulacjami kodeksu etyki radców prawnych.

Po krótkich perypetiach z rachunkiem bankowym, 13 stycznia br. zgłosiłem dane uzupełniające do urzędu skarbowego i statystycznego (formularz NIP-8) oraz zgłosiłem także spółkę jako podatnika VAT.

W teorii więc, zgodnie z przepisami, w dniu następującym po dniu zgłoszenia mogłem wykonać pierwsze czynności opodatkowane VATem i wystawiać faktury, z ostrożności jednak (aby nikt potem nie kwestionował prawa moich kontrahentów do odliczenia podatku naliczonego, w razie gdyby urząd ze względu na „wirtualne biuro” odmówił rejestracji) czekam wciąż na rejestrację do VAT, a mamy już 4 dzień lutego.

Wszystko wynika z tego, że urząd skarbowy odwiedza nowo tworzone spółki sprawdzając, czy faktycznie istnieją. To co pojawiło się za ministra Rostowskiego trwa nadal, za Morawieckiego. Zabiera to mnóstwo czasu i jest tak koszmarnie utrudniające rozpoczęcie działalności, że może się naprawdę odechciewać.

Korzystając z tradycyjnej formy rejestracji spółki w Warszawie w pełni odpowiedzialny przedsiębiorca musi czekać więc na rozpoczęcie realnej działalności około 2 miesiące (szacuję, że zarejestrują spółkę do VAT w terminie 30 dni od dnia zgłoszenia).

Ja, szczęśliwie, mam jeszcze trochę czasu.

Czy Ty go masz?

P.S. Jeżeli jesteś w takiej sytuacji i zależy Ci bardzo na rozpoczęciu działalności to rozpocznij ją, pamiętając, że brak formalnej rejestracji nie powoduje, że nie można traktować Cię jako podatnika VAT, jeżeli tylko dokonałeś zgłoszenia i działasz jak podatnik wykonując dostawy lub usługi. Problem może pojawić się w sytuacji VAT-UE. Tutaj musisz czekać na łaskę bądź niełaskę urzędu skarbowego.

Dziecięce pragnienie

Błażej Sarzalski        03 stycznia 2017        Komentarze (0)

Nowy Rok to dobra okazja żeby zaczynać pewne rzeczy. Szczególnie, gdy się jest neurotykiem pokroju Adasia Miałczyńskiego, który lubi zaczynać wszystko od zgrabnych dat 🙂

Postanowiłem więc, że rozpocznę prowadzenie nowego bloga. To już mój czwarty blog. Kolejny spin off, rzecz, która wyszła z praktyki i z powodu tego, że blog o rejestracji spółek z o.o nie jest do końca miejscem na poruszanie tematów, które zaczęły mnie interesować w tzw. międzyczasie, a mianowicie kwestii poufności prowadzenia biznesu, powiernictwa udziałowego i rozwiązań korporacyjnych z innych krajów.

Poczytaj proszę abstrakt tego, co napisałem w inaugurującym wpisie bloga Prawo do prywatności:

„(…)Gdy mój nieodżałowanej pamięci dziadek jeszcze żył, po cichu zawsze pluł sobie w brodę, że nie wykorzystał w pełni możliwości dzikich lat dziewięćdziesiątych. Nigdy do końca nie rozumiałem tego fenomenu. Dla mnie wczesne lata dziewięćdziesiąte kojarzą się z tym, że zamiast chrupków kukurydzianych w sklepiku szkolnym zaczęto sprzedawać czipsy, a zamiast siermiężnych dobranocek, nowo powstające telewizje zaczęły nadawać zachodnie bajki i seriale. Początek lat dziewięćdziesiątych to czas kiedy tata zabierał mnie, od święta, do dogorywającego baru mlecznego, przy ulicy 3 Maja w Dąbrowie Górniczej, abyśmy mogli napić się Pepsi-Coli. To był czas wolności i wybuchu przedsiębiorczości. Dlatego dziadek żałował, że nie zdecydował się wtedy na prywatny biznes. Później nigdy nie było tak łatwo.

Tamtych czasów już nie ma. W sklepikach szkolnych znowu nie sprzedają chipsów, bar mleczny zastąpiła  placówka bankowa. Podobnie jak wszystkie inne drobne sklepy, drogerie, czy obuwnicze. Cała ulica 3 Maja w Dąbrowie Górniczej to pasmo banków i kancelarii prawniczych. W tym i mojej, z której okien patrzę na lokal, w którym kiedyś pijałem Pepsiorka. Pepsi-Cola spowszedniała, podobnie jak zachodnie seriale. Skończyła się też niczym nieograniczona wolność gospodarcza, a państwo powoli i niepostrzeżenie zaczęło krępować przedsiębiorców, m.in. obowiązkami ewidencyjnymi i informacyjnymi, a ja wykonując zawód radcy prawnego zderzyłem się z rzeczywistością, w której zrozumiałem, że linia rozgraniczająca wolność od ucisku jest niezwykle cienka, a ja jako prawnik odpowiedzialny jestem za to, żeby przeprowadzać ludzi ścieżką po właściwej stronie granicy.

To w sumie zabawne, że tęsknię za czymś czego nie mogłem do końca poznać na własnej skórze, a co jest zwyczajnie wolnością, wolnością pozwalającą na to aby decydować o tym co robię, za tajemnicami, które mogłem dzielić z zaufanymi kolegami, za tym, żeby zniknąć z radarów. Także za wolnością bycia osobą kompletnie anonimową.

Ta tęsknota jest dziecięca, niespełnialna. (…)

Witaj w świecie bez tajemnic. Ja już nie mam złudzeń, że nasza wolność jest metodycznie ograniczana, czy Ty jeszcze je masz? (…)”

Czuję, że będzie to najbardziej osobisty blog, jaki kiedykolwiek stworzyłem. Będzie mi miło gdy wpadniesz tam od czasu do czasu.