Coś o mnie prywatnie część 3 – dlaczego nie odbieram telefonów?

Błażej Sarzalski        18 marca 2015        Komentarze (16)

Było to kilka tygodni temu. Byłem akurat w sądzie w Łodzi i czekałem na rozprawę.

Dzwoni do mnie pewna pani.

Zamiast zwyczajowego „dzień dobry” usłyszałem: „Wooow! To do takiego znanego mecenasa można się dodzwonić!”

No można, zwykle można :)

Natomiast faktem jest, że od pewnego czasu mam trudności z odbieraniem i oddzwanianiem na wszystkie telefony danego dnia. Chciałoby się powiedzieć, że sam sobie ten los zgotowałem, umieszczając mój numer telefonu komórkowego wśród danych kontaktowych kancelarii. Skoro znasz mnie z bloga, to nie dziwię Ci się, że dzwonisz do mnie bezpośrednio – nie masz pewnie ochoty rozmawiać z moimi asystentkami, bo ich nie znasz, a mnie znasz.

Bardzo mnie to zresztą cieszy, bo o to właśnie chodzi – moją firmę prawniczą opieram na działaniu dla ludzi, wśród ludzi i z ludźmi – chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że prędzej czy później musi przyjść czas aby w szerokim zakresie przekazywać działania innym, to nie mogę pozbyć się wrażenia, że tracąc bieżący kontakt z ludźmi, straciłbym coś cennego. Odbieram telefon zawsze kiedy mogę, ale nie zawsze mogę.

W każdym bądź razie, do czasu jak nie rozstrzygnę mojego małego dylematu dotyczącego delegowania części zadań na inne osoby, spieszę Cię poinformować dlaczego nie odbieram telefonów. Powody są różne:

  • mam spotkanie – staram się skupiać na każdym kliencie i rozwiązaniu jego problemu, a elementarne zasady kultury wskazują, żeby gdy rozmawiam z kimś, nie odbierać telefonu od innych osób,
  • jestem na rozprawie w sądzie – zdarza mi się to często, oprócz tego, że tworzę spółki i doradzam w ich prowadzeniu, prowadzę także bardzo satysfakcjonującą praktykę sądową w ramach Kancelarii Prawa Wekslowego i Gospodarczego „REMITENT”, prowadzę zwykle spory dotyczące weksli oraz spory na tle prawa handlowego i gospodarczego,
  • zajmuję się dziećmi – mecenas to nie cyborg, ma życie rodzinne i potrzebuje choć chwili czasu z dziećmi, jeżeli próbujesz dodzwonić się do mnie po godzinie 18 w tygodniu albo o dowolnej porze w weekend, to szanse na odebranie przeze mnie telefonu są bliskie zeru,
  • dzwonisz do mnie w czasie gdy asystuję przy czynnościach notarialnych – tak jak w sądzie, u notariusza też nie odbieram telefonów,
  • dzwonisz do mnie w sytuacji gdy tworzę opinię, umowę, analizę wymagającą pogłębionej uwagi – zwykle nie odbieram wtedy telefonów, bo każda rozmowa o czymś innym powoduje, że muszę wracać do wcześniejszego toku myślenia i tracę cenny czas.

Okej, jak więc skontaktować się ze mną, kiedy nie odbieram?

Sposobów jest kilka:

  • e-mail / sms z prośbą o kontakt i krótkim opisem celu kontaktu – na maile odpowiadam zawsze,
  • telefon do mojej asystentki (numery w dziale kontakt) – w sytuacji gdy jedyne czego potrzebujesz to umówienie się na spotkanie to jest najlepsza opcja,
  • dzwonienie w godzinach porannych (od 8.30 do 9.00) – zwykle nie mam wtedy spotkań ani rozpraw, więc możesz próbować z większym powodzeniem.

Mam nadzieję, że spotkam się z Twoim zrozumieniem i ten wpis ułatwi nasz wzajemny kontakt.

Tymczasem kończę, bo zbliża się kolejne spotkanie :)

Gotowe spółki raz jeszcze

Błażej Sarzalski        10 marca 2015        Komentarze (11)

Taka historia.

Jest sobie klient. Pan Jarek z Częstochowy (jak w każdym dobrym tabloidzie dane bohatera zmienione :) ). Klient ma pilną potrzebę nabycia gotowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Zwraca się tym samym do jednej z wielu firm, które oferują gotowe spółki w internecie. Co ważne jednak, zwraca się także do mnie, z prośbą o audyt spółki.

Audyt, w zakresie w jakim udostępniono mi dokumenty, okazał się pozytywny.

Spółka z niewielką stratą, wynikającą z opłat za prowadzenie księgowości oraz najem lokalu. Brak przychodów. Nic niepokojącego.

Klient jednak był nieufny. Poprosił mnie więc o ocenę umowy sprzedaży udziałów w tejże spółce. W umowie nie było nic niepokojącego, jednakże jako kontrpropozycję zaprezentowałem umowę sprzedaży udziałów w spółce z o.o., w której sprzedający udziały brali na siebie solidarną odpowiedzialność ze spółką za zobowiązania powstałe w czasie, gdy byli oni jej wspólnikami.

Wyszedłem z założenia, że nie będzie problemem dla nikogo wzięcie odpowiedzialności „za nic”. Jak się okazało był to jednak problem.

Klient wtedy powiedział:

Nie wiem co o tym myśleć.

Ja mam swoje przemyślenia, może Ty też masz?

P.S.  A jeżeli szukasz gotowej spółki z gwarancją to zapraszam tutaj.

Odpowiedzialność członka zarządu spółki z o.o. i nie tylko

Błażej Sarzalski        03 marca 2015        Komentarze (6)

Słuchajcie…

Jestem bardzo podekscytowany. Nie dlatego, że siedzę właśnie w Sądzie Okręgowym w Płocku, czekając na rozprawę, bo w tym akurat nic ekscytującego nie ma. To coś innego. Dzisiaj powoli ziszczają się moje marzenia.

Wiem, dla niektórych może to brzmieć górnolotnie, ale przecież każdy z nas o czymś marzy, w kontekście zawodowym, rodzinnym, społecznym. Każdy stawia sobie jakieś cele. Moim celem jest uczynienie mojej kancelarii jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek prawniczych w kraju, gdy idzie o problematykę spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz obsługę prawną spółek, ale celu tego nie mogę osiągnąć sam – potrzebuję grupy ludzi, którzy będą podzielać moją wizję i spojrzenie na rzeczywistość, nie tylko prawną. I chcę dawać szansę takim ludziom, szansę na godziwy zarobek i zbudowanie własnej pozycji zawodowej.

Przedstawiam zatem Wam Klaudię Jakubiec, góralkę z krwi i kości, która od dzisiaj będzie snuć Wam historie o odpowiedzialności członków zarządu spółki z o.o., ale nie tylko, gdyż Klaudia to także specjalistka prawa upadłościowego i gospodarczego. Klaudia jest autorką bloga prowadzonego pod egidą mojej kancelarii (jednak ma ona zupełną swobodę wypowiedzi, a Wy macie pełną swobodę kontaktu z nią osobiście) pod tytułem: Odpowiedzialność Prezesa.

Oto co Klaudia pisze w swoim pierwszym wpisie blogowym:

Słowo Prezes wymawiamy z należytym szacunkiem, graniczącym z pietyzmem. Prezes to nowy synonim prestiżu. Gdy mówimy Zarząd, na myśl przychodzą nam w pierwszej kolejności niebotyczne wynagrodzenia, w których zliczenie ilości zer wymaga skupienia i przesuwania palcem po ekranie monitora (w starszych wersjach- po kartce), byleby nie dopuścić do pomyłki. Bycie w zarządzie to gabinet na ostatnim piętrze, podróże służbowe i najlepsze hotele. To asystent, dzięki któremu hasło „stoliczku nakryj się” (poddane oczywiście pewnym modyfikacjom), przybiera zgoła nie bajkowego charakteru, objawiającego się w postaci kawy na życzenie, czy też sterty nikomu  niepotrzebnych raportów sporządzonych w terminie „na wczoraj”, pojawiających się nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, których lektura ma pomóc w zabiciu czasu, którego owy prezes ma aż nadto. Ostatecznie można pokusić się o stwierdzenie, że to nie praca, a hobby nie wymagające większego wysiłku.

Czy jest więc na sali osoba, która odmówiłaby objęcia tak zaszczytnej funkcji? Zapewne nie. Czy zmienicie jednak zdanie jeśli powiem Wam, że członek zarządu spółki z o. o. odpowiada za zobowiązania reprezentowanej przez siebie spółki całym swoim majątkiem, w przypadku niedochowania dwutygodniowego terminu do złożenia wniosku o ogłoszenie jej upadłości? Wyobraźcie sobie sytuację, gdy oszczędności Waszego życia, Wasza willa z basenem, ulubiony Aston Martin i przetwory na zimę zostają zajęte przez Komornika, tylko dlatego, że pewien biegły w swojej opinii stwierdził uchybienie temu jakże krótkiemu terminowi. Szokujące? To dopiero początek!

Może i początek, ale z przytupem :)

P.S. Pamiętajcie też o blogu dotyczącym Rejestracji spółek w stanie Delaware.

Pomóż Kacperkowi

Błażej Sarzalski        24 lutego 2015        Komentarze (2)

Wiem, już kiedyś dostałem po głowie od „speców od marketingu prawniczego”, że cytuję „charity to się robi po cichu, bo to nie wpływa dobrze na wizerunek prawnika”. Była to stara historia z pewną panią Karoliną, która dzięki pomocy wielu osób zachęconych do tego wpisem na moim blogu pomogło, dzięki czemu Karolina ma pieniądze na leczenie w Stanach Zjednoczonych.

Niezależnie jednak od opinii speców od marketingu, korzystając z faktu, że mój blog to około 2000 odsłon dziennie oraz faktu, że wielu z Was to osoby przedsiębiorcze, które kreują rzeczywistość gospodarczą i dzięki temu wzbogacają nasze społeczeństwo to zwracam się do Was po raz kolejny o pomoc.

Chodzi o Kacperka, małego mieszkańca Dąbrowy Górniczej chorego na siatkówczaka – nowotwór oka.

Tutaj więcej szczegółów.

A tutaj konto do wpłat, które idą bezpośrednio dla Kacpra – potrzeba blisko 0,5 mln złotych. Proszę Was, dajcie coś od siebie.

Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”
nr konta: 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
Tytułem: 24923 – Kacper Siewniak – darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

Zamieszanie z prokurą łączną niewłaściwą

Błażej Sarzalski        16 lutego 2015        Komentarze (9)

Okej, musicie mi uwierzyć, że to nie jest wcale tak, że się zagapiłem i inni blogerzy-prawnicy mnie uprzedzili pisząc o możliwych konsekwencjach niedawnej uchwały Sądu Najwyższego dotyczącej prokurentów niewłaściwych (choć fakt, uprzedzili mnie, nawet przez grzeczność zalinkuję do mecenasa Pawła Sikory, który popełnił na ten temat długi wpis, przeznaczony w sumie dla prawników).

Nie, wcale nie, po prostu nie miałem chwili żeby spokojnie przeanalizować wszystkie możliwe konsekwencje stanowiska Sądu Najwyższego. Tym bardziej chciałem je przemyśleć, że temat prokury łącznej nieprawidłowej przewinął się na łamach tego w bloga w dyskusjach pod wpisem dotyczącym tego czym jest prokura oraz całkiem niedawno we wpisie dotyczącym tego jakie dokumenty załączamy do wniosku o wpis do rejestru, gdzie napisałem wprost, że „generalnie, da się ją wpisać”

O co więc chodzi?

O to, że prokura łączna niewłaściwa jest już passe de mode, przeminęła z wiatrem, a w zasadzie po prostu o to, że: niedopuszczalny jest wpis do rejestru przedsiębiorców w Krajowym Rejestrze Sądowym jednego prokurenta, z zastrzeżeniem, że może on działać tylko łącznie z członkiem zarządu.

Tak rzecze Sąd Najwyższy, w wiążącej dla niego uchwale 7 sędziów tego gremium.

Jakie są konsekwencje takiego rozstrzygnięcia?

Technicznie rzecz biorąc tylko takie, że jeżeli jakiś referendarz sądowy odmówi wpisu takiej prokury (bądź co gorsza spółki jako całości) to rozpoznając ewentualną kasację w tej sprawie Sąd Najwyższy związany jest swoim wcześniejszym zapatrywaniem. Tyle technikalia. Praktyka jest taka, że autorytet Sądu Najwyższego oddziałuje też na sądy rejestrowe, mniej lub bardziej. Trudno ocenić jak bardzo, biorąc pod uwagę, że wcześniej wyroki Sądu Najwyższego dotykały już tej kwestii i mówiły wprost o niedopuszczalności takiej prokury, a praktyka i tak robiła swoje.

Jakie są moje zalecenia dla nowych spółek? Unikać tego sposobu reprezentacji. Nie ma sensu narażać się na niepotrzebne stresy czy przedłużanie postępowania rejestrowego.

Jakie są zalecenia dla spółek, które operują z takim wpisem do rejestru? Dążyć do zmiany wpisu w tym zakresie przy najbliższej możliwej okazji. Trudno bowiem do końca przewidzieć jak będą zachowywać się sądy rejestrowe. Nie wróżę tutaj oczywiście masowej nagonki na te spółki, ale pewnie przy każdej próbie zmiany wpisu, sąd rejestrowy będzie upominał się także o wykreślenie prokurenta lub zmiany prokury łącznej na samoistną.

Konkretne przypadki będą musiały być rozstrzygane konkretnie. Uważam, że chaosu nie będzie. Należy pamiętać o pewnych podstawowych zasadach reprezentacji wynikających z przepisów:

- w przypadku zarządu jednoosobowego jedyny członek zarządu może zawsze działać sam,
– w przypadku zarządu wieloosobowego jeżeli jest tak, że umowa spółki stanowi, że członek zarządu może działać łącznie z innym członkiem zarządu lub prokurentem to jest to nadal prawidłowy sposób reprezentacji (w mojej osobistej ocenie), jako że w mojej ocenie udzielenie samej prokury co do zasady jest skuteczne, jednakże nieskuteczne jest jej ograniczenie poprzez wymóg działania z innym członkiem zarządu (art. 109 par. 2 kodeksu cywilnego).

Polacy, nic się nie stało! :)