Dzwonię do pana w bardzo typowej sprawie…

Błażej Sarzalski        22 lipca 2015        Komentarze (2)

Dzwonię do pana, ponieważ wiem, że zajmuje się pan pomocą w rejestracji spółek z ograniczoną odpowiedzialnością.

Tak zaczyna się większość rozmów z klientami, którym już jakimś cudem uda się do mnie dodzwonić. Potem kilka pytań o formalności i miejsce spotkania. Gdy przychodzi klient i opowiada o swoim pomyśle na spółkę, o swoim biznesie i o tym jak dotychczas działał i jak wyobraża sobie swoją przyszłość, a ja go uważnie słucham i czasami, gdy jakiś chochlik sprawi, że mam wątpliwości to wypalam…

Ale po co Panu/Pani ta spółka?

Tak, to jest pytanie z gatunku „zabijających ćwieka”. I część osób może dziwić się, dlaczego Sarzalski, który zawodowo zajmuje się pomocą przy rejestracji spółek z ograniczoną odpowiedzialnością w ogóle pyta o takie rzeczy. Przecież nie robi tego dla sportu… Chyba?

Oczywiście, że nie. Po prostu chcę postawić sprawę uczciwie. Nie zawsze klientowi potrzebna jest spółka z o.o. (czasami może być mu potrzebna np. spółka komandytowa), w ogóle czasem spółka nie ma sensu, wystarczy zmiana modelu prawnego zabezpieczania transakcji (tak, na tym też się znam), czy też znalezienie fajnego ubezpieczenia działalności gospodarczej. Oczywiście spółki mają sens i mają wiele do zaoferowania, ale nie zawsze i nie każdemu.

Dlatego właśnie niedawny przypadek, gdy klienci przyszli po spółkę z o.o. a wyszli ze spółką jawną nie jest wcale przykładem na to, że robię klientom pranie mózgu, ale przykładem na to, że ich słucham, analizuję ich potrzeby i szukam najprostszej drogi do osiągnięcia przez nich założonego celu.

Dlatego nie zdziw się, gdy przyjdziesz do mnie, a ja zapytam…

Ale po co Ci ta spółka?

Jak mnie przekonasz, że jej naprawdę potrzebujesz to nie będę oponował, ale jeśli nie to możemy razem znaleźć lepsze rozwiązanie.

Stara apteka, a nowa spółka?

Błażej Sarzalski        09 lipca 2015        Komentarze (7)

Mój kolega po fachu Marcin Bartyński niedawno napisał na swoim blogu

Są jeszcze przedsiębiorcy, którzy dysponują koncesją na prowadzenie apteki ogólnodostępnej typu B (lub A) (…) przyznaną (…) za czasów starej ustawy z 1991 r. o środkach farmaceutycznych (…)

Mogą na podstawie tej koncesji legalnie prowadzić aptekę, pomimo że nie spełnia ona wymagań stawianych jej przez nową ustawę (…).

Z różnych przyczyn owi przedsiębiorcy zastanawiają się nad przekształceniem apteki w spółkę z o. o. (na podstawie przepisów o przekształceniu przedsiębiorcy w spółkę).

I zadają sobie pytanie, czy po dniu przekształcenia spółka z o. o. pozostanie podmiotem koncesji…

Ponieważ nie mogę skomentować wpisu kolegi, to odpowiem Wam tutaj.

Tak, po dniu przekształcenia spółka z o.o. staje się podmiotem koncesji na prowadzenie apteki ogólnodostępnej i jest to w zasadzie jedyny sposób sprzedaży swojego biznesu przez farmaceutów, którzy nie chcą prowadzić już apteki, ale chcą sprzedać swój biznes z zyskiem dla siebie. Wiadomo przecież, że miejsce do którego klienci chodzą od lat i które znają jest doskonałym miejscem na kontynuację biznesu o tym samym profilu.

P.S. Przy okazji dziękuję za maile i telefony oraz wpisy na Facebooku jakie dostałem po ostatnim wpisie, nieco przewrotnie sugerującym koniec tego bloga. Cieszę się, że chcecie czytać tego bloga. Dla rozwiania wszelkich wątpliwości – to nie jest koniec :) Takie tam spawy nie zatrzymają Sarzalskiego 😉

To koniec bloga rejestracjaspolkizoo.pl

Błażej Sarzalski        30 czerwca 2015        Komentarze (12)

Tak…

Taka myśl od kilku tygodni kołacze mi się gdzieś w zakamarkach umysłu. Nie mogę do końca jej ogarnąć. Obowiązujący od jutra nowy Kodeks etyki radcy prawnego stanowi między innymi, co następuje:

Radca prawny może informować o wykonywaniu zawodu, pozyskiwać klientów oraz wykonywać czynności zawodowe drogą elektroniczną, jeśli (…) korzysta z form aktywności dostępnych drogą elektroniczną w sposób gwarantujący oddzielenie wykonywania zawodu od swoich prywatnych przekonań, poglądów, postaw i działań oraz innej działalności zawodowej.

Czytasz teraz bloga. Ten blog to nie suche przepisy, ale moje przemyślenia, poglądy, rozważania. Ten blog to mój charakter, mój czasem cięty język, moje lapsusy językowe. Mam swoje przekonania, na temat prawa, na temat roli społecznej radcy prawnego, na temat tego jak powinien rozwijać się system prawny. Także na temat tego, co niektórzy chcieliby podciągnąć pod pojęcie „etyki”…

Blog to mój dziennik. Blog służy w oczywisty sposób komunikacji z Tobą czytelniku, blog służy temu abyś poznał mnie takim jakim jestem, z moimi poglądami, przekonaniami, postawami i inną działalnością zawodową. Tylko wtedy możesz podjąć w pełni świadomą decyzję co do tego, czy oprócz tego, że ufasz mojemu profesjonalizmowi, będziesz w stanie zaufać mi jako człowiekowi.

Dlatego ta myśl, że od jutra ktoś nakaże mi separować moje poglądy od… no właśnie, od czego? Od wykonywania zawodu. Jak rozumieć ten przepis? Jak on się ma do blogowania?

Trzeba go rozłożyć na czynniki pierwsze. Pominę tutaj pojęcia „pozyskiwania klientów” (bezpośrednie ofertowanie) oraz „wykonywania czynności zawodowych drogą elektroniczną” (opiniowanie, konsultacje), bo zakaz mieszania prywaty z pozyskiwaniem klienta oraz wykonywaniem czynności zawodowych jest dla mnie oczywisty. Nie daje mi spokoju wszakże to mieszanie „informowania o wykonywaniu zawodu” z prywatnymi poglądami…

Zacznijmy więc od „informowania o wykonywaniu zawodu” – oznacza to, ni mniej ni więcej informowanie o tym, że nazywam się Błażej Sarzalski, jestem radcą prawnym, prowadzę kancelarię w Dąbrowie Górniczej i Warszawie, zajmuję się przede wszystkim prawem spółek handlowych, sporami gospodarczymi, prawem wekslowym oraz rejestracją spółek w Delaware.

Tego informowania mogę się dopuszczać za pomocą internetu tylko jednakże w taki sposób, który gwarantuje oddzielenie wykonywania zawodu od sfery prywatnej poglądów, przekonań, racji czy innej działalności.

Przepis więc nie zakazuje informowania o wykonywaniu zawodu w sposób nie gwarantujący oddzielenie tego informowania od sfery prywatnej (co oznacza, że mogę poinformować Cię, że mam dwójkę dzieci i kochaną żonę oraz o tym, że uwielbiam Bałkany i wcinać owoce morza), ale zakazuje informowania o wykonywaniu zawodu w sposób nie gwarantujący oddzielenia wykonywania zawodu jako takiego, od moich prywatnych poglądów, postaw czy racji (nie potrafię chyba jednak wskazać dobrego przykładu na złamanie takiego zakazu, może by to było coś na zasadzie „czułem się obrzydliwie, że wygrałem tą sprawę reprezentując tego wrednego lichwiarza, chociaż uważam, że powinien smażyć się w piekle, a nie wygrywać procesy”).

Wykonywanie zawodu to najściślej rzecz biorąc szeroko pojęte świadczenie pomocy prawnej. To oczywiste, że w miejscu, gdzie chodzi o interes klienta nie ma miejsca na moje prywatne poglądy, a zakaz wyrażony w kodeksie etyki interpretuję w taki sposób, że nie mogę informować o wykonywaniu zawodu w taki sposób, że może pojawić się wątpliwość co do tego, czy przy wykonywaniu czynności zawodowych będę kierował się jakimś paradygmatem czy światopoglądem (tak by było gdybym przykładowo na stronie deklarował, że nie przyjmuję obsługi prawnej od ateistów, bo jestem katolikiem).

Wydaje mi się, że słuszne założenie stojące za tym przepisem przybrało postać potworka legislacyjnego, chociaż jak dobrze pamiętam, w procesie tworzenia kodeksu zgłaszałem swoje uwagi. Usłyszałem jednak… echo… echo… echoooooo….

To nie jest więc koniec pięknej historii bloga o rejestracji spółek z o.o. – jutro zaczyna się kolejny rozdział.

Przedstawiciele zawodów zaufania publicznego mają wręcz obowiązek wyrażania swoich poglądów, przede wszystkim w kwestiach publicznych Czas zdać sobie sprawę koledzy radcowie i koleżanki radczynie, że milczenie dawno przestało być cnotą. Trzeba mówić, pisać, informować. Animować dyskusję, tworzyć mosty porozumienia.

Tylko dzięki temu zdobędziemy sympatię i zaufanie ludzi. I tego Wam życzę na najbliższe lata obowiązywania Kodeksu… ludzkiego zaufania i sympatii, za to jakimi jesteście ludźmi i jakie macie poglądy, a także poważania dla Waszego profesjonalizmu. Jedno drugiemu nie musi przeszkadzać. A naszym klientom życzę odważnych i profesjonalnych radców prawnych.

Spółka z o.o. sposobem na emigrację do Polski?

Błażej Sarzalski        22 czerwca 2015        Komentarze (5)

Wakacje (które kilka dni temu zakończyłem), są dla mnie zawsze okazją do tego żeby spojrzeć na kulturę innych narodów bez pośredników. I chociaż nie będzie to wpis o wakacjach to niejako obcowanie z inną kulturą natchnęło mnie do poruszenia pewnego gorącego tematu (chociaż jak zaraz zobaczysz, ominę wszelkie żarzące się węgle, by przejść bezpiecznie do konkretów).

Chodzi o emigrację, czy też szeroko pojętą politykę migracyjną.

Temat gorący i na topie. W mediach słyszymy o planach budowy płotu na granicy węgiersko-serbskiej, Unia Europejska chce aby państwa członkowskie przyjmowały imigrantów z Afryki Północnej, za naszą wschodnią granicą wojna. To chyba dobry moment by o tym pisać.

Nie będę jednak pisał o sensie przyjmowania imigrantów (powszechnie nazywanych w mediach emigrantami, przy czym oczywiście emigrant i imigrant to ta sama osoba, zależy jednak skąd i dokąd się udaje… 😉 ), ale o moich małych doświadczeniach z osobami poszukującymi możliwości osiedlenia się w Polsce.

Wiele osób, szczególnie z krajów byłego Związku Radzieckiego pisze do mnie z pytaniem o koszty założenia spółki z o.o., takie pytania zresztą pojawiają się także z innych kierunków (najbardziej „egzotyczny” dotychczas to Iran). Większość z nich zniechęcają jednak koszty, co pozwala mi przypuszczać, że są to osoby, które szukają lepszego życia w naszym pięknym kraju nad Wisłą. Część z tych osób wprost pyta o to, czy spółka z o.o. pozwoli im zamieszkać w Polsce (uzyskać kartę pobytu).

Cóż…

I tak… i nie…

Ustawodawca musiał tak wyważyć przepisy by z jednej strony nie zniechęcić inwestorów, z drugiej jednak, aby nie dopuszczać do tego aby spółka z o.o. była tylko przykrywką do emigracji w Polsce. Dlatego też, niezależnie od kwestii uzyskania wizy (które to uzyskanie nie stanowi zwykle problemu), gdyby ktoś chciał w Polsce zostać na dłużej i prowadzić tutaj biznes w formie spółki z o.o. musi spełnić szereg warunków. Wpis dotyczy oczywiście obywateli krajów pozaunijnych i będących poza EFTA (European Free Trade Agreement).

Co zrobić więc aby osiedlić się czasowo w Polsce (w perspektywie na stałe)?

W pierwszym okresie cudzoziemcy otrzymają wizę celem wykonywania działalności gospodarczej na terenie Polski, sytuacja taka pojawi się gdy zadeklarują konieczność założenia spółki, czy też będą posiadali już zarejestrowany podmiot. Do upływu ważności wizy istnieje możliwość ubiegania się o kartę pobytu czasowego w celu prowadzenia działalności gospodarczej, a także pozwolenia na pracę w Polsce.

Aby uzyskać kartę pobytu czasowego należy posiadać źródło stabilnego i regularnego dochodu wystarczającego na pokrycie kosztów utrzymania siebie i członków rodziny pozostających na jego utrzymaniu, ubezpieczenie zdrowotne oraz miejsce zamieszkania. Natomiast gdy chcemy wykorzystać spółkę z o.o. do tego aby uzyskać kartę pobytu to spółka ta musi spełnić pewne warunki:

  • w roku podatkowym poprzedzającym złożenie wniosku o udzielenie cudzoziemcowi zezwolenia na pobyt czasowy w celu prowadzenia działalności gospodarczej przez cudzoziemca musi osiągnąć dochód nie niższy niż 12-krotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w województwie (stąd łatwiej będzie uzyskać te wskaźniki np. w woj. podkarpackim, ciężej w mazowieckim, wielkopolskim czy śląskim) w którym ma siedzibę w trzecim kwartale roku poprzedzającego złożenie wniosku, ogłaszanego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego lub zatrudniać na czas nieokreślony i w pełnym wymiarze czasu pracy co najmniej przez okres 1 roku poprzedzającego złożenie wniosku co najmniej 2 pracowników,

albo

  • wykaże, że posiada środki pozwalające na spełnienie w przyszłości warunków określonych powyżej lub prowadzi działania pozwalające na spełnienie w przyszłości tych warunków, w szczególności przyczyniające się do wzrostu inwestycji, transferu technologii, wprowadzania korzystnych innowacji lub tworzenia miejsc pracy.

Cóż, łatwo nie jest, ale nie jest też przesadnie trudno.

Wygląda więc na to, że Polska wita otwartymi rękami, ale tych, którzy potrafią dać z siebie coś więcej niż 5000 zł kapitału zakładowego i spółkę wydmuszkę.

Spółka z o.o. na urlopie

Błażej Sarzalski        02 czerwca 2015        Komentarze (6)

Jutro wylatuję się urlopować.

Wiecie, drinki, palmy, złote piaski, rozwrzeszczane dzieci :)

Dlatego wybacz z góry, że przez najbliższe dwa tygodnie nie będę odpisywał na Twoje maile, ani umieszczał nowości na blogu. Każdy potrzebuje chwili oddechu, ja także. Oczywiście wszelkie maile dochodzą i w miarę moich skromnych możliwości będę na nie odpowiadał po powrocie z wakacji.

Tymczasem taki urlopowy temat…

Gdzie na świecie jest najniższa bariera wejścia w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością? Wiecie…. nie? :)

Odpowiedź po urlopie.