S24 wymaga poprawek

Błażej Sarzalski        20 stycznia 2016        Komentarze (17)

E-rejestracja spółki z ograniczoną odpowiedzialnością naprawdę ograniczyła czas jaki musimy poświęcić na to aby założyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Realnie trwa to 2-3 dni. Nie warto jednak osiadać na laurach. Konieczne jest usprawnienie tego systemu, polepszenie go i dopasowanie rozwiązań informatycznych do istniejących przepisów prawa.

Jeżeli więc mogę zasugerować coś rządzącym (a w zasadzie i rządzącym i operatorom systemu) to byłoby to:

  • wprowadzenie możliwości dwustronnej komunikacji na linii sądwnioskodawca w każdym etapie sprawy – ponieważ nie każdy wniosek jest rozpoznawany w sposób pozytywny i zdarzają się wezwania do usunięcia przeszkód wpisu (np. poprzez przedstawienie danych koniecznych do uzyskania przez sąd informacji o karalności członków zarządu), to konieczne jest czasami uzupełnienie dokumentacji w formie papierowej, powoduje to niestety że z ustawowych 24 godzin, robi się nam tydzień lub dwa – rozwiązaniem byłaby możliwość składania pism procesowych w systemie i podpisywanie ich tym samym podpisem, co samego wniosku – wymagałoby to jednak nowelizacji Kodeksu postępowania cywilnego, jak i Kodeksu spółek handlowych,
  • ponieważ nadal nie ma możliwości gwarantowanej rozporządzeniem ministerialnym, złożenia w systemie oświadczenia o reprezentowaniu osoby prawnej będącej wspólnikiem, konieczne jest natychmiastowe wdrożenie tej funkcjonalności – to nie wymaga zmiany przepisów (szerzej pisałem o tym tutaj)!
  • wprowadzenie możliwości podpisywania dokumentów przez każdego ze wspólników bez konieczności logowania się na swoje konto (tak aby wspólnicy siedzący przy jednym komputerze mogli podpisywać dokumenty bez konieczności wylogowywania jednego ze wspólników i logowania kolejnego – podanie indywidualnego hasła każdego wspólnika powinno wystarczać),
  • wprowadzenie szerszej palety opcji przy wzorcu umowy spółki – ten wzorzec jest bardzo podstawowy i warto byłoby dać wspólnikom możliwości wyboru innych, powszechnych w przypadku spółek rejestrowanych tradycyjnie, opcji w umowach spółki.

Jeżeli ktoś w ramach „dobrej zmiany” słucha obywateli, to fajnie by było jakby to przeczytał :)

Czym różni się spółka założona przez internet, w systemie S24 (EKRS) od spółki założonej tradycyjnie?

W zasadzie to niczym. Niezależnie od sposobu rejestracji mamy do czynienia z taką samą spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, która posiada osobowość prawną, działa przez swoje organy (a najczęściej jeden organ – zarząd), może działać w obrocie na takich samych zasadach jak każdy inny przedsiębiorca.

Właściwie to samo pytanie, które często zadają mi klienci, jest nietrafnie skonstruowane. Nie da się bowiem porównać samej spółki założonej w systemie S24 do spółki założonej w systemie tradycyjnym, bo nie ma czegoś takiego jak jedna, modelowa spółka zakładana tradycyjnie. No i właśnie w tym tkwi różnica.

Różnica polega na tym, że rejestrując spółkę z o.o tradycyjnie mamy możliwość daleko idącej personalizacji umowy spółki już na etapie rejestracji, możemy wybierać z mnóstwa wariantów i zawierać w niej rozwiązania, które znacznie odbiegają od wzorca umowy spółki w systemie S24. Można wprowadzać do niej mnóstwo rozwiązań takich jak dopłaty, podwyższenie kapitału bez zmiany umowy spółki, wyłączanie spadkobierców, małżonków od udziału w spółce, umorzenia udziałów w trybie automatycznym, przywileje udziałowe lub prawa osobiste, obowiązki dodatkowych świadczeń na rzecz spółki dla realizacji jej celu (od których spółka nie musi płacić podatku z tytułu nieodpłatnych świadczeń), no a przede wszystkim można skorzystać z aportu (wkładu niepieniężnego) w miejsce oferowanych we wzorcu wkładów gotówkowych.

Co ważne – rejestrując spółkę w trybie elektronicznym nie tracimy jednak prawa zmiany umowy spółki i możemy wprowadzić wszystkie te instytucje, o których pisałem, na etapie późniejszym. Opcja ze spółka elektroniczną jest więc dobra przede wszystkim gdy chcemy szybko rozpocząć działalność albo nie potrzebujemy skomplikowanej umowy spółki. Niezaprzeczalną przewagą rejestracji elektronicznej jest jej szybkość, zyskujemy na czasie i to sporo. Tradycyjnie zajmuje nam to 3-4 tygodnie, elektronicznie (przy spółkach gdzie zarząd tworzą osoby posiadające PESEL*), zajmie nam to 1-2 dni.

*Jeżeli ktoś nie ma numeru PESEL musimy liczyć się z przedłużeniem procedury rejestrowej z uwagi na to, że sądy wzywają do przedstawiania danych służących weryfikacji danej osoby w Krajowym Rejestrze Karnym bądź żądają (niezasadnie) przedstawienia odpowiedniego zaświadczenia.

Aplikancie, jeżeli szukasz patrona…

Błażej Sarzalski        14 grudnia 2015        Komentarze (4)

20151214_110156 (2)

Taki oto fragment wyczytałem mojemu synowi, zafascynowanemu światem Gwiezdnych Wojen, zanim poszedł spać.  Sam jestem wielkim fanem sagi Star Wars i nie mogę doczekać się premiery nowego epizodu, tym samym zarażam tym swoje dzieci. Abstrahując od bajkowości i pewnej jednoznaczności głównych bohaterów świata Star Wars (ach, gdyby w życiu można było jednoznacznie stwierdzić co jest dobrem, a co złem…) to nawiązuje ona do wielu kulturowych archetypów, między innymi do archetypu relacji mistrz-uczeń. W tym tkwi siła Star Wars – to opowieść ponadczasowa, a wychowuje się na niej już trzecie pokolenie padawanów.

Wokół schematu mistrza i ucznia od wieków tworzone były modele nauki zarówno w cechach rzemieślniczych, jak i w nauce wyższej, podobnie jest w adwokaturze i podobnie wyobrażali to sobie twórcy samorządu radców prawnych. Oprócz zajęć typowo szkoleniowych w grupie, aplikant ma za zadanie samodzielnie się uczyć pod okiem swojego patrona i budować z nim relację, jako osobą wprowadzającą aplikanta do cechu radców prawnych.

Piękna idea. Niestety uległa ona zaburzeniu wraz z wzrostem liczby aplikantów, współczesną pogonią za pieniądzem, czy, odważę się to powiedzieć, nie przykładaniu należytej staranności do tej relacji zarówno ze strony potencjalnych mistrzów, jak i uczniów.

Piszę o tym dlatego, że okres grudnia-stycznia to czas gdy od kilku lat zwyczajowo otrzymuję pytania na maila od aplikantów o możliwość objęcia ich swoim patronatem. Najczęściej są to maile typu kopiuj-wklej, co mi niezbyt przypada do gustu (już nie mówiąc o tym, że wcale to mojej próżności nie pochlebia). Dlatego w tym roku, zanim zaczną one spływać, pozwolę sobie sformułować pewne kryteria dla potencjalnych aplikantów.

Po pierwsze, jeżeli wpadnie Ci na myśl u mnie aplikować to dobrze by było jakbyś chciał/a się uczyć prawa handlowego, prawa wekslowego, prawa cywilnego i umieć prowadzić spory sądowe. Zajmuję się szeroko pojętym prawem gospodarczym. Jeżeli liczysz na praktykę w innych gałęziach prawa (prawo rodzinne, spadki, prawo karne, prawo konstytucyjne, prawo pracy itp.) to nie ten adres.  Okej, czasem się coś zdarza z tych dziedzin, ale nie na tyle często, żebyś mógł/mogła z tego czerpać ponadczasowe doświadczenia :)

Po drugie, dobrze by było jakbyś miał/a pewien zasób wiedzy, który pozwoliłby nam na w miarę sprawne obracanie się w prawie spółek i prawie wekslowym. Z tym ostatnim wiem, że mogą być problemy, bo nikt nigdy Cię tego nie nauczył.

Po trzecie, będziesz musiał/a zarezerwować sobie co najmniej jeden dzień w tygodniu na pełną praktykę u mnie. Nie będę się bawił w zadania domowe. Nie o to chodzi. Jeżeli zarezerwujesz sobie więcej czasu to tym lepiej dla Ciebie, bo nauczysz się więcej. Jak będziesz dobry/a to możemy rozmawiać o ściślejszej formalizacji naszej współpracy.

Po czwarte, oczekuję, że będziesz chciał/a się uczyć i rozmawiać, a sam ze swojej strony deklaruję, że znajdziesz u mnie wsparcie merytoryczne. Nie będzie to wyglądało tak, że wiecznie się nie będziesz mógł/mogła ze mną spotkać, bo mam coś ważniejszego do roboty (a taka bywa rzeczywistość).

Po piąte, wrzuć na luz, ale znaj granice. Dostawałem już masę maili mega formalnych – to nie moja bajka, każdy mail wygląda wtedy tak samo, więc to nie jest dobra droga – daj się poznać od innej strony, tak jak ja daję się poznawać na blogu nie tylko jako prawnik, ale przede wszystkim jako człowiek – miej swój styl! Z drugiej strony pewien aplikant kiedyś zaczął swojego maila od pisania na „Ty” i spoufalania się jakbyśmy byli najlepszymi kolegami. Cóż…

Po szóste, dobrze by było jakbyś był/a z OIRP Katowice, bo piszą do mnie ludzie z różnych Izb.

Kiedy wymagamy zgody członka zarządu na objęcie funkcji przy wpisie do KRS?

Błażej Sarzalski        08 grudnia 2015        Komentarze (4)

W dniu wczorajszym dostałem zarządzenie referendarza sądowego Sądu Rejonowego Katowice-Wschód w Katowicach o treści następującej:

RSR zarządza: wezwać wnioskodawcę w trybie art. 130 kpc do uzupełnienia braków formalnych wniosku o wpis zmian do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego z dn. 9.11.2015 r. poprzez przedłożenie: – oświadczeń: X oraz Y o wyrażeniu zgody na powołanie na członków zarządu spółki – art. 19a ustawy z dnia 20.08.1997 r. o Krajowym Rejestrze Sądowym.

Nie będę się pastwił nad interpunkcją, ani innymi walorami artystycznymi wezwania, bo to nie poezja a proza życia. Gorzej, że byłem przekonany, iż wezwaniu owemu zadośćuczyniłem poprzez to, że rzeczone panie X oraz Y podpisały pełnomocnictwo, które złożyłem wraz z wnioskiem o zmianę wpisu do rejestru przedsiębiorców.

Swój pogląd opierałem na przepisie art. 19a ust. 5 ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym:

5. Do wniosku o wpis osób reprezentujących podmiot wpisany do Rejestru, likwidatorów i prokurentów należy dołączyć zgodę tych osób na ich powołanie. Wymogu tego nie stosuje się, jeżeli wniosek o wpis jest podpisany przez osobę, która podlega wpisowi albo która udzieliła pełnomocnictwa do złożenia wniosku o wpis, albo której zgoda jest wyrażona w protokole z posiedzenia organu powołującego daną osobę lub w umowie spółki.

Niestety, gdy przeczytałem ten przepis jeszcze raz i kolejny raz i jeszcze jeden raz, doszedłem do wniosku, że nasi prawodawcy nie przyłożyli się, delikatnie mówiąc, do prac legislacyjnych. Stosując bowiem wykładnię językową można dojść w zasadzie tylko do jednego wniosku, a mianowicie takiego, że nie trzeba zgody danej osoby, jeżeli ona sama się podpisała pod wnioskiem o wpis, albo udzieliła pełnomocnictwa do złożenia wniosku o wpis, ale jednocześnie też sama go podpisała, albo która wyraziła zgodę w protokole powołania lub w umowie spółki.

Wskazuje na to niefortunna redakcja tego przepisu, który odczytywany wprost mówi: „Wymogu (dołączenia zgody osoby na jej powołanie), nie stosuje się, jeżeli wniosek o wpis jest podpisany przez osobę, która (…) udzieliła pełnomocnictwa do złożenia wniosku o wpis.” Problem w tym, że nie o to ustawodawcy chodziło i raczej jednolita praktyka sądów rejestrowych jest taka, że samo podpisanie pełnomocnictwa do złożenia danego wniosku powoduje brak konieczności składania zgody, sądy kierują się bowiem wykładnią celowościową, uwzględniając funkcję jaką w założeniu (p)osłów miał pełnić ten przepis.

Tutaj referendarz się wyłamał z tej powszechnej praktyki, nie wiem czy przez nieuwagę, czy przez swoje przekonanie co do trafności wykładni językowej rzeczonej normy. Chwilowo złożyłem pismo z prośbą o reasumpcję i czekam na decyzję. Inna sprawa, że za niechlujstwo ustawodawcy płacą moi klienci, którzy muszą czekać na rejestrację zmian w KRS.

Wniosek dla ustawodawcy:

Ustawodawco! Znowelizuj ten przepis, aby brzmiał następująco:

5. Do wniosku o wpis osób reprezentujących podmiot wpisany do Rejestru, likwidatorów i prokurentów należy dołączyć zgodę tych osób na ich powołanie. Wymogu tego nie stosuje się, jeżeli wniosek o wpis jest podpisany przez osobę, która podlega wpisowi albo jeżeli dotyczy osoby, która udzieliła pełnomocnictwa do złożenia wniosku o wpis, albo której zgoda jest wyrażona w protokole z posiedzenia organu powołującego daną osobę lub w umowie spółki.

Ciekawostka: przepis ten w pierwotnej wersji (w projekcie ustawy) był bardziej czytelny, posługiwał się on zwrotem: „Wymogu tego nie stosuje się jeżeli wniosek o wpis jest podpisany przez osobę, która podlega wpisowi albo udzieliła ona pełnomocnictwa do złożenia wniosku o wpis(…)”. Zmiany do tego przepisu, skutkujące jego ułomnością wprowadziła komisja sejmowa na zalecenie językoznawców sejmowych

Takie same wkłady, ale nierówne głosy i zyski w spółce z o.o.

Błażej Sarzalski        23 listopada 2015        Komentarze (3)

Niedawno jeden z moich klientów zapytał, czy możliwa jest sytuacja, w której osoby wnosząc równe wkłady  mogą tak uregulować sprawy spółki, że jedna z nich będzie miała silniejszy głos od drugiej, jednak druga będzie miała większy zysk. Elastyczność prawa spółek handlowych pozwala nam tutaj na pewne ruchy.

Pisałem już trochę o tym wcześniej. Warto jednak temat odświeżyć i trochę pogłębić.

Zamierzony przez klienta efekt można osiągnąć poprzez uprzywilejowanie udziałów jednego ze wspólników co do głosu, drugiego zaś co do dywidendy. Na taki uprzywilejowany udział może przypadać nie więcej niż trzy głosy a w przypadku uprzywilejowania co do dywidendy, dywidenda uprzywilejowana może być nie większa połowa dywidendy przysługującej na udziały zwykłe. Wtedy, zależnie od ilości uprzywilejowanych udziałów (bo można uprzywilejować jeden, kilka, a nawet wszystkie udziały danego wspólnika) rozkład głosów może dawać minimalną przewagę jednemu ze wspólników albo nawet doprowadzić do sytuacji, w której ma on w zasadzie pełną władzę w spółce – dając mu większość pozwalającą na zmianę umowy spółki nawet w obliczu głosowania przeciw przez drugiego wspólnika. Jednocześnie drugi wspólnik może mieć większy udział w zysku.

Możliwe jest tutaj także zastosowanie osobistych uprawnień dla jednego wspólnika (np. prawa powoływania członków organów spółki) albo szczególnych obowiązków, które mogą się wiązać z dodatkowymi korzyściami od spółki (np. obowiązek powtarzających się świadczeń niepieniężnych, obowiązek pełnienia funkcji w zarządzie)

Innym sposobem na osiągnięcie nierównych zysków przy takich samych wkładach jest objęcie przez jednego ze wspólników udziałów o wartości niższej niż wartość wkładu – np. ktoś wnosi 5000 złotych, ale obejmuje udziały o wartości nominalnej tylko 4000 złotych, nadwyżka zasila zaś kapitał zapasowy. Jeżeli drugi wspólnik wniesie 5000 zł i obejmie takie udziały o takiej samej wartości to będziemy mieli do czynienia z jego przewagą co do udziału w zysku i prawie głosu, mimo równości wkładów.

Sposoby te oczywiście można łączyć aby osiągnąć najbardziej pożądany podział.

W całe te rozważania wkomponowuje się także kwestia uregulowania sytuacji, w której wspólnicy będą czerpać korzyści ze spółki z pominięciem podwójnego opodatkowania i określenie udziału wspólników w tego rodzaju korzyściach… to chyba jednak opowieść na inny wpis :)