Błażej Sarzalski

radca prawny

Radca prawny, wpisany na listę w Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Katowicach, ekspert portalu Wyborcza.biz. Doradza w zakresie prawa spółek, a w szczególności tworzenia i przekształceń spółek handlowych oraz ich funkcjonowania.
[Więcej >>>]

Jeżeli jesteś w sytuacji, w której posiadasz spółkę z o.o. komandytową i jednocześnie zastanawiasz się co  zrobić w związku z pewnym już, podwójnym opodatkowaniem tego typu spółek to ten wpis jest zdecydowanie dla Ciebie. Nie jesteś zresztą sam/a. Jesteś wśród kilkudziesięciu tysięcy podmiotów, które intensywnie myślą nad tym, w jaki sposób zrestrukturyzować swoją działalność, aby zachować dotychczasowe korzyści podatkowe, a jednocześnie nie tracić nic z bezpieczeństwa, jakie daje spółka z o.o. spółka komandytowa.

Jeśli nie wiesz co robić w tej sytuacji to musisz zadać sobie fundamentalne pytanie:

Po co tworzyłem/am spółkę z o.o. komandytową?

Dla części z czytelników jedyną istotną korzyścią była korzyść podatkowa, idę jednak o zakład, że dla większości z Was równie ważne co optymalne podatki było bezpieczeństwo jakie daje struktura oparta o spółkę z o.o. oraz o spółkę komandytową (tzw. szczelny kokon). Odpowiedź na pytanie o powody utworzenia spółki z o.o. komandytowej daje nam też wskazówki, w jakim kierunku podążać dalej.

Tych kierunków jest, co najmniej, kilka.

Jeżeli Twój biznes jest biznesem bezpiecznym, biznesem, gdzie nie ma zatorów płatniczych, a odpowiedzialność za ewentualne wyrządzenie komuś szkody można zniwelować innymi środkami (np. zawarciem odpowiedniego ubezpieczenia, klauzulami umownymi) rozważ przekształcenie spółki z o.o. komandytowej w spółkę jawną.

Jeżeli jednak ryzyka związane z prowadzeniem biznesu są istotne i cieszy Cię ochrona prywatnego majątku jaką daje powiązanie spółki z o.o. ze spółką komandytową to zastanów się, czy nie warto zostać z tą strukturą. Jednocześnie zastanów się w jaki sposób wyciągać pieniądze ze spółki z o.o. komandytowej z pominięciem opodatkowania. Dotychczas nie musiałeś/aś nad tym myśleć, ale być może trzeba zmienić model biznesowy. Może spółka z o.o. komandytowa powinna stawać frontem do klienta, przyjmować na siebie zlecenia, zawierać umowy, ale jednocześnie powinna wprowadzić model outsourcingu usług do innych podmiotów, takich jak jednoosobowa działalność gospodarcza?

Jeżeli długofalowo myślisz o rozwoju biznesu i reinwestowaniu, kierunkiem w którym powinieneś/powinnaś patrzeć jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, która może korzystać z “estońskiego CITu” oraz opodatkowania stawką 9%.

Nie zawsze też musisz myśleć o przekształcaniu biznesu, w wielu sytuacjach otwarcie nowego podmiotu może być bowiem bardziej opłacalne, a przede wszystkim mniej ryzykowne ze względu na takie uwarunkowania jak przepisy Ordynacji podatkowej dotyczące klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania.

Opcją kreatywną jest wykorzystanie zagranicznej spółki transparentnej podatkowo, takiej jak spółka LLC stanu Delaware, która może być samodzielnym narzędziem prowadzenia biznesu (to polecam szczególnie biznesom zorientowanym światowo lub na Stany Zjednoczone) albo pełnić rolę komplementariusza w spółce komandytowej (co daje bardzo daleko idącą ochronę korporacyjną i jednocześnie opodatkowanie na poziomie 19%)

Jeżeli szukasz sposobu dla siebie zapraszam do kontaktu!

To chyba jednak prawda. Spółki komandytowe od maja 2021 roku objęte zostaną podatkiem dochodowym od osób prawnych, co uczyni je bezużytecznymi (albo i nie… jak będzie można optymalizować opodatkowanie – przeczytaj na blogu rejestracja spółki w Delaware), gdy idzie o klasyczną optymalizację podatkową. Nie stracą one innych zalet, takich jak pogłębiona ochrona przed odpowiedzialnością osób zarządzających biznesem, jednak nie ma co ukrywać – wydaje się, że dla większości użytkowników rozwiązania oparte o spółki z o.o. komandytowe mogą nie być nadal tak atrakcyjne.

Co to będzie oznaczać dla większości osób zaczynających przygodę z biznesem? Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością stanie się na jeszcze bardziej niż teraz spółką pierwszego wyboru. Będzie prostsza w prowadzeniu. Rozliczenie podatkowe będzie łatwiejsze. Nie będzie sensu utrzymywać struktur opartych na dwóch spółkach. Jednym manewrem legislacyjnym rząd wbił nóż w plecy setek tysięcy przedsiębiorców prowadzących biznes za pomocą spółek z o.o. komandytowych, co oznacza, że nastąpi prędzej czy później przesiadka na spółki z o.o.

Co z osobami, które już prowadzą spółki z o.o. komandytowe? Czy przekształcanie się ma sens?

Jakie argumenty przemawiają aby zrobić przesiadkę ze spółki z o.o. komandytowej na zwykłą spółkę z o.o. ?

  • nominalnie takie samo opodatkowanie spółek z o.o. oraz spółek komandytowych wyłącza wszelkie podatkowe przewagi konkurencyjne, gdy idzie o spółkę z o.o. komandytową,
  • brak konieczności opłacania składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne przez wspólników wieloosobowych spółek z ograniczoną odpowiedzialnością,
  • brak konieczności utrzymywania dwóch podmiotów, które generują koszty prowadzenia np. księgowości, rozliczeń podatkowych,
  • zmiana na spółkę kapitałową może dawać przewagi w sytuacji wprowadzania inwestorów do spółki.

Co może przemawiać za dalszym prowadzeniem działalności w formie spółki komandytowej?

Decyzja należy do Ciebie…

Parę dni temu gruchnęło – spółki komandytowe zapłacą podatek CIT! Czy jednak na pewno spółka komandytowa będzie płacić CIT? Jasnej i klarownej odpowiedzi nie ma, gdyż nie opublikowano nawet projektu przepisów, a to, co aktualnie martwi wspólników spółek komandytowych to fakty prasowe, tworzone na podstawie mglistych zapowiedzi rządu dotyczących uszczelniania systemu podatkowego.

Pomysł zupełnie nie nowy. Pisałem o nim wielokrotnie na łamach niniejszego bloga, jeszcze za czasów miłościwie panującego ministra Rostowskiego. Wtedy udało się obronić spółki komandytowe przed zakusami fiskusa. Rząd zastosował wtedy klasyczną zagrywkę, w której wszyscy podnieśli larum dotyczące spółek komandytowych, podczas gdy tak naprawdę chodziło fiskusowi o spółki komandytowo-akcyjne. Czy teraz będzie podobnie? Trudno powiedzieć.

Spółki komandytowo-akcyjne od pewnego czasu są już bowiem podatnikami podatku CIT, pytanie, czy fiskusowi chodzi rzeczywiście o spółki komandytowe, czy też może o specyficzne struktury oparte o tego typu spółki. W szczególności holdingi międzynarodowe, które wykorzystują fakt, że w praktyce organów podatkowych nie zawsze oczywistym jest, że spółka komandytowa tworzy zakład podatkowy w Polsce dla jej wspólników, co z kolei pomaga wykorzystywać taką strukturę do bezpodatkowego transferu zysków zagranicę.

Nas, Polaków, interesuje zwykle inna optymalizacja – spółka z o.o. komandytowa, o której wielokrotnie pisałem, jako o najbezpieczniejszej i możliwie najbardziej optymalnej podatkowo strukturze prowadzenia działalności w Polsce.

Czy ona zostanie także ukrócona?

Trudno powiedzieć, gdyż z jednej strony Ministerstwo zapewnia, że: “”Zmiana w żaden sposób nie uderzy w spółki rodzinne. To rozwiązanie będzie ukierunkowane tylko na szczególny rodzaj optymalizacji podatkowej”, a z drugiej wskazuje spółkę z o.o. spółkę komandytową jako modelowy przykład optymalizacji podatkowej.

Sorry, ale dla mnie to przede wszystkim model optymalizacji ryzyk prowadzenia działalności przez osoby fizyczne.

O szczegółach będę pisać jak tylko projekt trafi pod obrady sejmu.

Wedle projektu zmian w ustawie o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych prokurator zyska uprawnienie do odwołania zarządu w spółce z o.o., zatrudniającej więcej niż 250 osób. Tak, ten sam prokurator, którego szefem jest polityk. Ten sam prokurator, który może być zesłany do dowolnej prokuratury rejonowej na drugi koniec Polski. Ten sam, który, pozbawiony jest jakiejkolwiek decyzyjności procesowej, o ile zechce tego polityk.

Jakie jest uzasadnienie takich zmian? Według Ministerstwa Sprawiedliwości banalne. W tak dużych przedsiębiorstwach powinna być ustanowiona kontrola właścicielska nad zarządem spółki z o.o., która powinna eliminować przestępcze zachowania członków zarządu, jeśli zaś nie jest ona wykonywana efektywnie, to musi wkroczyć państwo.

To samo państwo, które zamówiło nieistniejące respiratory i sprowadziło za grubą forsę miliony bezużytecznych maseczek. To samo państwo, w którym policjanci strzegą pomników przed wieszaniem na nich flag, które sprowadziło telewizję publiczną do roli tuby propagandowej rządu… no mógłbym się tutaj znęcać dalej.

Nie to jest jednak najistotniejsze. Najistotniejsze jest to, że byłby to w praktyce krok do przemodelowania w istotny sposób sposobu myślenia o spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością. Jest to krok w stronę aktywizacji wspólników i włączenia ich w proces nadzoru nad spółką. Nie będą oni mogli poprzestać tylko i wyłącznie na lokowaniu kapitału, ale będą musieli ustanowić efektywne mechanizmy kontroli zarządczej.

Pytanie, czy słusznie? Może tak, niemniej plan, który ma Ministerstwo Sprawiedliwości, może być nie do pogodzenia ze standardami poszanowania prawa do mienia oraz swobody prowadzenia działalności gospodarczej wyznaczonymi przez Europejską Konwencję Praw Człowieka oraz Konstytucję. Ingerencja w uprawnienia korporacyjne wspólników jest nieproporcjonalna do celu, jakim jest wyeliminowanie przestępcy z zarządu nad spółką. Wątpliwości musi budzić możliwość oddania tak dotkliwych środków w ręce prokuratora, a nie sądu (nie, żebym miał jakieś szczególne poważanie dla kontrolnej wobec prokuratora roli sądu).

Argumentem przemawiającym za tym, że jest to regulacja dalece nieproporcjonalna jest fakt, że w aktualnym stanie prawnym prokurator ma już uprawnienia do eliminacji potencjalnego przestępcy z zarządzania spółką z o.o. Można wyprowadzić je wprost z przepisu art. 276 Kodeksu postępowania karnego, który uprawnia prokuratora do zawieszenia osoby w czynnościach służbowych albo nakazania powstrzymania się od określonej działalności.

W aktualnych przepisach nie ma jednak możliwości, aby prokurator oddał spółkę w zarząd przymusowy. I tutaj jest tkwi haczyk.

Po co to wszystko?

Po to, żeby politycy mogli przejmować przedsiębiorstwa, zarządzać nimi, lokować tam swoich ludzi. Także niszczyć je, dbając o to aby nie wyrosły na konkurenta dla innych firm prowadzonych przez pociotków, krewnych i przyjaciół aktualnie rządzącej partii.

O tym, czy przepisy te wejdą w życie, będę informował

Z pewnych źródeł wiem, że twórcy estońskiego systemu podatkowego obśmiali się jak norki. Co spowodowało owe salwy śmiechu? Jak to co… projekt “estońskiego” CITu w Polsce. Pamiętacie jeszcze jak pisałem o tym, że z tym estońskim CITem będzie jak z plackami po węgiersku? Miałem rację.

Pisałem między innymi o tym, że z pewnością nie będzie to taki system jak w Estonii i niestety miałem rację.

Warunkiem skorzystania z tak zwanego “systemu estońskiego” jest nie tylko limit przychodów na poziomie 50 mln złotych. To akurat nie problem w korzystaniu z tej regulacji. Problemem jest to, że powiela wszystkie grzechy polskiego systemu podatkowego.

Jest wyjątkiem od zasad ogólnych, od którego zastosowania znajdziemy kilkanaście wyjątków.

Jakie będą warunki skorzystania z tego systemu? Spółki inwestycyjne z tego nie skorzystają, dlatego, jeżeli osiągasz ponad 50% dochodów z tzw. źródeł pasywnych (np. z odsetek, wierzytelności, poręczeń, gwarancji, ze zbycia i realizacji praw z instrumentów finansowych) to zapomnij o tym rozwiązaniu.

Nie zatrudniasz co najmniej 3 pracowników innych niż udziałowcy/akcjonariusze? Zapomnij o tym rozwiązaniu.

Twoja spółka jest udziałowcem innej spółki… zgadnij co! Tak, zapomnij…

No, jeżeli zaś w Twojej spółce udziałowcem jest inna spółka to… dokładnie tak!

Prawa do zastosowania estońskiego CIT nie będą mieli też ci, którzy nie spełnią innych warunków, m.in. przedsiębiorstwa finansowe, instytucje pożyczkowe, firmy działające w specjalnej strefie ekonomicznej, będące w stanie upadłości lub likwidacji, utworzone w wyniku podziału lub połączenia.

Wszyscy ci, którzy zdecydują się na to rozwiązanie, będą musieli systematycznie inwestować., chodzi o wytworzenie lub nabycie fabrycznie nowych środków trwałych zaliczonych do grupy 3–8 Klasyfikacji środków (m.in. maszyn, urządzeń, środków transportu) bądź na opłaty ustalone w umowie leasingu tych środków, jeżeli jednak zamierzasz kupić samochód dla udziałowca lub jego rodziny…. zapomnij!

Przepisy będą wymagać wzrostu nakładów o:

  • 15 proc. (nie mniej niż 20 tys. zł) w okresie dwuletnim lub
  • 33 proc. (nie mniej niż 50 tys. zł) w przypadku dużych inwestycji w ciągu czterech lat.

Podatnik, który wybierze estoński CIT, będzie się musiał liczyć z utratą w tym czasie prawa do odliczania poniesionej wcześniej straty podatkowej. Będzie mógł ją odejmować od dochodu po wyjściu z tego systemu, o ile strata już się nie przedawni.

Dla kogo jest ten polski ersatz estońskiego CITu?

Dla nielicznych.

Dla małych i średnich firm, które rzeczywiście inwestują długofalowo. Nie jest to na pewno CIT dla niewielkich spółek z o.o. , w których większość czynności wykonują sami udziałowcy.

Tych z Państwa zapraszam do Estonii.